waleczny wierszokleta co to jest
Definicja: O tym jak poeta opisuje to, co przeżył słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Waleczny wierszokleta

Słownik: O tym jak poeta opisuje to, co przeżył
Definicja: A chmury snuły się powoli po niebie przybierając najdziwniejsze kształty jakie kiedykolwiek Stanley widział w swoim krótkim życiu...
...Wstał nareszcie, pozostawiając na kurtce zeszyt i pióro, zamknął kałamarz i odłożył go do plecaka po czym zbiegł z pagórka i zatrzymał się przy jabłonce. Sięgną po najładniejsze jabłko jednak jego ręka okazała się za krótka aby je dosięgnąć. Znalazł on więc odpowiednie miejsce do podciągnięcia się i jął wspinać się po drzewie aby dosięgnąć upragnionego owocu. Przechodził ostrożnie po grubszych gałęziach aż nareszcie złapał rękoma tę, na której jabłko wisiało i po mału zaczął pełzać w jego stronę. Gdy już wyciągał rękę aby dosięgnąć swego celu świst jakiś usłyszał nad głową i straciwszy równowagę zawisnął na gałęzi niczym leniwiec. Odwróciwszy głowę zobaczył szarżującego w jego stronę rycerza koloru czarnego w zbroi również czarnej, wymachującego mieczem, a za nim łucznika jakiegoś celującego w drzewo. Stanley podciągnął się prędko uniknąwszy ciosu miecza który był tak ciężki, że okręcił właściciela swego o 180 stopni a następnie wbił się nieznacznie w konia zad tym samym zwierzę to poganiając wprost w zagajnik nieopodal. Łucznik właśnie strzałę wystrzelił a ta – o zgrozo – przebiła jabłko upatrzone i poleciała w dal. Stanley w czasie gdy zeskoczył – jak to się ładnie ustala paniczny rzut w krzaki cierniste – z drzewa i schował się w krzaczkach w okolicy. Huk głośny bardzo oznajmił wszem o wobec, że rycerz czarny na koniu swym w drzewo trafił, a bohater nasz wykorzystując to uciekł czym prędzej za najbliższy pagórek i stamtąd zaczął całe zjawisko oglądać. Tak więc łucznik pobiegł do pana swego i po chwili obaj na koniu w siną dal pognali, a Stanley w poczuciu triumfu podniósł z ziemi resztkę swojego jabłka, wszedł z powrotem na górkę i usiadłszy tam na swojej kurtce wiersz napisał.

„Siedziałem ci ja na wzgórzu
Na horyzont niespokojny patrząc
Gdy nagle w tumanach kurzu
Wróg za plecami mi wybiegł warcząc

Wtem z jednej strony
Tuzin strzał we mnie poleciał
ale ja znany z dobrej obrony
Żem na drzewo ogromne szybciutko wzleciał

Stamtąd skoczywszy zmyliłem rycerza
Kopnąłem go, aż kontrolę stracił
Walnąłem, skopałem, a gdy już leżał
Ruszyłem do giermka chodź ten się nie kwapił

aby ze mną bić się
I czym prędzej – długa!
I zapewniam ja cię
Poleciał do Boga

ponieważ jak go dorwałem
Złapałem, wstrzymałem
Jak po łbie walnąłem
Tak tylko się śmiałem

Jak on uciekał...
A ja wróciwszy na swój pagórek
ciągle obserwowałem niespokojny horyzont...&rdquo