stereotyp współczesnych co to jest
Definicja: słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Stereotyp współczesnych studentów

Słownik: Z torebki Magdy, studentki pierwszego roku prawa, wystaje lekko zgięta okładka książki o tytule „Wstęp do prawoznawstwa”.
Definicja: Z torebki Magdy, studentki pierwszego roku prawa, wystaje lekko zgięta okładka książki o tytule „Wstęp do prawoznawstwa”. Wchodząc do pokoju Kamili, studentki drugiego roku architektury, mam wrażenie, iż zamieniła go w pracownię artystyczną, pełną projektów, szkiców i pachnącą klejem do drewnianych planszy. Z plecaka Bartka, studenta pierwszego roku budownictwa, z ogromnym hukiem, poza strojem sportowym wypada piwo i plik wykresów z fizyki. Anita, studentka historii, godzinami przesiaduje nad notatkami łac., a Łukasz, student inżynierii środowiska, nocami zakuwa chemię.
Jak faktycznie wygląda życie współczesnego studenta? Kogo w dzisiejszych czasach można nazwać prawdziwym studentem, tego, kto kursuje pomiędzy domem, uczelnią i biblioteką, czy tego, kto obija się od klubu do klubu, prowadząc studenckie życie, jakie znamy z videoów? Jak wiadomo, stereotyp nie odzwierciedla prawdy, a jest jedynie dosyć uproszczonym i zwykle irracjonalnym obrazem rzeczy, osób i sytuacji. Na próżno z nim walczyć, ponieważ jest on głęboko zakorzeniony w społeczeństwie i jakiekolwiek starania nie zmienią stereotypu na tyle, aby wszyscy uwierzyli, że nie jest on prawdziwy. A zatem czas, by odpowiedzieć na pytanie: „jak wygląda współczesny student w oczach innych ludzi?”.
Chcąc zagłębić się w temacie, przeprowadziłam wywiad środowiskowy. Pod lupę wzięłam wypowiedzi osób bardzo młodych (uczniów szkół podstawowych i gimnazjalistów), licealistów i osób w średnim wieku. Co ciekawe, każda z nich w zupełnie inny sposób postrzega współczesnych studentów. Każdą z osób, których wypowiedzi wysłuchałam, poprosiłam, by uargumentowała, dlaczego widzi nas w takim, a nie innym świetle.
Najmłodsza ekipa wiekowa, którą zapytałam o zdanie w tej sprawie, dosyć mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałam się takiej reakcji. Dwie młodsze kuzynki w czasie Świąt Bożego Narodzenia same mnie zapytały, jak tj. być studentem. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam co mam im odpowiedzieć, więc starałam się odbiec od tematu. Powiedziałam, iż mało się dla mnie zmieniło, a one odparły, iż w ich oczach studentka z założenia powinna być odpowiedzialna, poważnie myśląca o przyszłości i zakopana w opasłych książkach. Pytały, czy to naprawdę wygląda tak, jak im mówią (a raczej straszą) w szkole. Na każdy ich wybryk czy także niedouczenie, nauczycielka odpowiada, iż na studiach sielanka skończy się, a zacznie prawdziwe, dorosłe życie. Na uczelni wyższej nie ma miejsca na coś takiego, jak nieprzygotowanie się do zajęć, nienauczenie się na sprawdzian czy zapomnienie o pracy domowej, która miała być przygotowana na określony dzień. Niezdanie egzaminu jest równoznaczne z wydaleniem z uczelni, dlatego studenci w oczach dzieci to osoby, które muszą się wiecznie uczyć, by ich nie wyrzucono. Wypijają każdej nocy kilka kubków kawy i nieustannie wertują książki liczące sobie po kilkaset stron.
Sama nie pamiętam już, jakie wyobrażenie o studenckim życiu miałam, mając ok. trzynastu lat. Pamiętam jednak precyzyjnie, jak sobie to wyobrażałam, będąc licealistką. Muszę się sama przed sobą przyznać, jak bardzo się myliłam. Studentką jestem raptem od czterech miesięcy, a już widzę kolosalną różnicę. Stereotyp studenta, jaki miałam przed oczyma w tamtym okresie mojego życia (a przecież skończył się on w miarę dopiero co) był... rodem z amerykańskiego filmu o młodzieży. Wszyscy znamy te sceny, na których studenci prowadzą wyjątkowo hulaszczy tryb życia. Każdego dnia się bawią, wegetują od imprezy do imprezy, jak nie w akademiku, to w klubie lub na prywatce. Dni płyną beztrosko na spotkaniach w gronie przyjaciół, wyjazdach i randkach, a edukacja jest tylko dodatkiem do sielanki. Wyobrażałam sobie, iż studenci uczą się tylko dwa razy w ciągu całego roku (raz na sesję zimową, a drugi raz na sesję letnią), a pozostały czas wypełniają im dyskoteki i planowanie następnego wypadu, np. w góry. Od starszych kolegów i koleżanek słyszałam tylko, iż student z założenia jest biedny. Odkłada grosz do grosza, regularnie niedojadając, tak, by starczyło mu pieniędzy na okrągły miesiąc imprezowania i na ksero notatek z wykładów, które opuścił z różnych istotnych, albo mniej istotnych powodów. A nareszcie na każdych studiach znajdą się osoby, które sumiennie uczęszczają na wszystkie zajęcia, a na swoich biurkach zamiast grafiku imprez mają tony kartek z notatkami, tak więc jakieś „źródło informacji” zawsze jest. Studenci sami wystawiają sobie wizytówkę imprezowiczów, uczących się na ostatni dzwonek. Sama na komputerze mam przeróbkę popularnej piosenki, jej tytuł to „jedyne co mam, to złudzenie, iż mogę mieć zaliczenie”. Śpiewana jest ona poprzez studenta, który na początku pożyczył własne notatki, później nie zdążył od nikogo skserować, w skrypcie nie ma nic, co może mu się przydać do egzaminu, a na końcu gubi ściągę, która miała być gwarancją zaliczenia egzaminu. Przyznaję, iż piosenka jest bardzo zabawna, lecz tworzy ona obraz studenta jako wiecznego imprezowicza, który egzamin zalicza tylko dzięki ściądze albo skserowanym notatkom.
Inny obraz studenta, to stereotyp studenta pracującego w ciągu tygodnia, a studiującego zaocznie w weekendy. Sama początkowo chciałam znaleźć pracę od poniedziałku do piątku, a w co drugi weekend chodzić do szkoły. Rodzice kategorycznie się nie zgodzili, wtedy nie rozumiałam dlaczego, a dziś widzę, iż mieli rację. Bardzo dobrze znam kilkoro takich studentów, mają pracę i studia równocześnie, lecz to „zabija” ich życie prywatne i studenckie. Ponadto zauważyłam, iż wykształcił się również stereotyp, iż student zaoczny to... nie-student. naprawdę, ma takie same prawa jak student dzienny, lecz jego studia uznawane są za gorsze, ponieważ tylko cztery razy w miesiącu. Tacy studenci z założenia są nieco starsi od kolegów z tego samego roku studiów dziennych, a jedynym przyczyną, dla którego zdecydowali się na studia jest przypadek w pracy ( lub chęć awansu ( lub resort wśród pracowników). Oczywiście obraz ten (jak zresztą każdy stereotyp) jest bardzo ubarwiony i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Następna ekipa wiekowa, której się przyjrzałam, to osoby w wieku średnim, tu idealnym odpowiednikiem będą moi rodzice, którzy nieustannie przypominają mi, iż studia to nie przelewki i iż mam pamiętać, iż od rezultatów zależy moja przyszłość. Odkąd zostałam studentką każdego dnia słyszę, iż może wypadałoby już troszkę spoważnieć, pomyśleć, co będę robić, jak skończę te studia, a każdą moją nierozważną decyzję kwitują krótko „myśleliśmy, iż studenci mają więcej oleju w głowie i na początku myślą, później robią”. W ich oczach niedopuszczalne jest opuszczanie wykładów czy nieuczenie się. Oczywiście przyzwyczajeni byli do tego, iż dotychczas po powrocie ze szkoły odrabiałam zadania domowe i uczyłam się do sprawdzianów, które w liceum były na porządku dziennym. Pewnie dlatego teraz ich tak denerwuje fakt, iż sama wyznaczam sobie czas, kiedy i czego się będę uczyła, mam nadzieję, iż do tego przywykną. Osoby w tym przedziale wiekowym idealnie pamiętają własne lata studenckie, różnią się one troszkę od dzisiejszych, lecz w gruncie rzeczy aż tak wiele od tamtego czasu się nie zmieniło. Postrzegają oni studentów jako ludzi inteligentnych, z planami na przyszłość, którzy mają mnóstwo edukacji.. lecz znajdują chwilę na rozrywki, ponieważ przecież lata studiowania to najpiękniejsze lata w całym życiu, więc trzeba je dobrze zastosować. Dlatego także moi rodzice świetnie rozumieją, iż poza edukacją i biblioteką istnieją również rozrywki. Jak sami mówią: „student nie maszyna- bawić się musi”.
Własną drogą ciekawe to jest, iż studenci uchodzą za najmodniej ubraną grupę wiekową. A co się stało ze stereotypem biednego studenta w naciągniętym starym swetrze? Chyba powoli odchodzi do lamusa! Dla współczesnych żaków (wg stereotypu) w ubraniach najważniejsze to jest, aby były wygodne i „na czasie", wedle panującą modą. A prawie jedna trzecia dorzuca, iż ich ubrania muszą być koniecznie markowe i eleganckie. Nieważne, czy się idzie na uczelnię, do biblioteki czy na imprezę- zawsze należy wyglądać rewelacyjnie, a w pierwszej kolejności tak, aby nie było widać nieprzespanej nocy.
Zauważyłam również, iż stereotyp studenta bardzo regularnie jest uzależniony od kierunku, jaki studiuje wybrany żak. Niejednokrotnie w czasie rozmowy z członkami mojej rodziny czy także ze znajomymi jestem zasypywana lawiną pytań, kto co studiuje. Studentka filologii polskiej w oczach wielu ludzi to wrażliwa osóbka, która w wiosenne przedpołudnia w kwiecistej, zwiewnej sukience siada w parku i zalewa się łzami, czytając tomik literaturze ulubionego autora. Student akademii wychowania fizycznego postrzegany jest jako „bezmózg”, który studiuje tylko dlatego, iż jest kupą chodzących mięśni. Studenci prawa mają w głowie cały kodeks i święcie go przestrzegają, a osoby studiujące na Akademii Sztuk Pięknych są, co prawda utalentowane, lecz oderwane od rzeczywistości. Ile w tym wszystkim prawdy? Przykłady stereotypów współczesnego żaka, z racji na kierunek studiów, można zmieniać bez przerwy, tyle ile kierunków- tyle także stereotypów. Zresztą po części tworzą je sami studenci. Całkiem dopiero co wdałam się w ostrą dyskusję z moim kolegą, studentem czwartego roku kierowania i inżynierii produkcji. Stwierdził on gdyż, iż studia humanistyczne to... nie-studia. Po co się uczyć o języku, skoro każdy z nas potrafi się nim posługiwać, po co się uczyć historii, skoro to co najważniejsze zdążyliśmy się nauczyć w szkole podstawowej, po co się uczyć o poezji, muzyce i sztuce, przecież każdy człowiek preferuje coś innego. Jak stwierdził, tylko studia techniczne dają wykształcenie wyższe, ponieważ są konkretnie zorientowane, a niewątpliwie budowania autostrad i konstruowania samochodów nie nauczymy się w szkole średniej. Zapytałam, czym zatem są wszystkie studia humanistyczne, odpowiedział, iż są dla tych, którzy chcą mieć „mgr” przed nazwiskiem bez większego wysiłku. Wywnioskować z tego można, iż studenci sami o sobie myślą w taki, a nie inny sposób.
Swego czasu w telewizji pokazywano cały cykl reportażów o studiach w ogromnym, obcym mieście. Oczywiście dotyczyło to studentek, które same próbują się utrzymać. Łączy się to ze wspomnianymi już przeze mnie stereotypami studentki (imprezowiczka, ciekawa świata, odważna i koniecznie nadążająca za modą). Skąd na to wszystko wziąć kapitał, jeżeli rodzice dają tylko tyle, ile starczy na mieszkanie i jedzenie? Studiując w trybie stacjonarnym, ciężko znaleźć pracę tylko na weekendy, a zatem chcąc się utrzymać „na poziomie” musiały znaleźć inny sposób zarabiania pieniędzy- zarabiania ciałem. Etykieta ta przylgnęła na jakiś czas do polskich studentek, zresztą do dziś się z tym spotykam. Wystarczy wejść na jakikolwiek czat, a w liście osób znajdujących się na nim widnieją nazwy typu „zapłacę studentce”, „studentki szukam”, „sponsor dla studentki”.
Jak walczyć ze stereotypem, skoro sami go umacniamy? Możemy się starać, lecz ciężko wygrać bitwę z tak mocno utrwalonym obrazem. jeżeli coś na dobre utrwali się w społeczeństwie, trudno wyrzucić i zapomnieć. Mnogość stereotypów wzrasta z każdym dniem i coraz trudniej jest nam je niwelować. Kiedyś student uchodził za wzór cnót, dziś jest odwrotnie. Obraz studenta zmieniał się na przestrzeni dziesiątek lat i pewnie zamieniać się będzie nadal. Któż może wiedzieć, jaki będzie za pięć lat, a jak będą postrzegane te dzieci, które dziś widzą jeszcze w studentach osoby odpowiedzialne, które uczą się dniami i nocami, aby w życiu do czegoś dojść? A jaka jest prawda? Przecież stereotyp to tylko uogólnienie, jest cieniem prawdy. Wydaje mi się, iż ta prawda jest w każdym przypadku inna. Przecież każdy człowiek jest inny, każdy student jest inny. Wszyscy to, co robimy postrzegamy inaczej, jedni z nas nie widzą świata poza uczelnią, inni widzą wszystko poza uczelnią. Dla jednych to jest bardzo istotne i starają się ten moment swojego życia zastosować jak najlepiej, dla innych to są lata jak wszystkie inne, a studiowanie sprowadza się do edukacji na egzaminy ( albo robieniu na nie ściąg). Każdy stereotyp jest niewątpliwie krzywdzący, a w najwyższym stopniu (co najmniej w moich oczach) krzywdzą te stereotypy, które segregują nas z racji na wybrany kierunek studiów. Jak można oceniać człowieka po tym czego się uczy? Znam wielu studentów AWF-u i wiem, iż to są osoby nie tylko wysportowane, lecz również bardzo inteligentne, wiem także ile wiedzy muszą sobie przyswoić, więc jak można nazwać ich mięśniami bez rozumu? Studenci polonistyki także nie spędzają życia w bibliotece, nie zalewają się łzami nad tomikiem literaturze i nie zwracają znajomym uwagi na każdy błąd językowy. Studenci politechniki to nie roboty, które nie widzą świata poza matematyką i fizyką. Nie da się ukryć, iż takie szablonowe traktowanie (nie tylko studentów) jest bardzo krzywdzące i powinno się od tego odejść jak najszybciej to tylko możliwe