mało groźny terrorysta co to jest
Definicja: z Ameryką po ataku na WTC. I to właśnie mnie zaintrygowało. Od razu powiem jasno: nie.

Czy przydatne?

Co znaczy mało groźny terrorysta

Słownik: Podkusiło mnie i zabrałem się za książkę J.Updike Terrorysta. Nowy tytuł był mocno reklamowany w mediach - jakoby autor dokonywał swojego rozrachunku z Ameryką po ataku na WTC. I to właśnie mnie zaintrygowało. Od razu powiem jasno: nie doszuk
Definicja: Całość sprawia wrażenie układanki nie całkiem zbornej i dopasowanej. Nie nazywam tego wprost niespójnością - bardziej pasuje tu termin eklektyzm. Chociaż to ten gorszy eklektyzm.
Mamy zatem fundamentalny wątek młodego muzułmanina Ahmada Mulloya - pół Araba (Egipcjanina), pół Irlandczyka. W okolicy tego znajdujemy historię związku jego matki z pedagogiem szkolnym Ahmada (Jack Levy). Towarzyszy temu plan z opisem stosunku pedagoga z jego żoną. Dopełnieniem jest sama warstwa sensacyjna, która zasługuje lepiej na ustalenie powłoki, ponieważ w istocie - trochę wbrew tytułowi - nie odgrywa poważniejszej roli.

Ten ostatni zabieg - a więc usuwanie w tło sensacji wychodzi na dobre książce Updikea. Cel autora Terrorysty jest inny. Stara się naszkicować obraz mentalności młodego fanatyka, który ożywiany muzułmańskim fanatyzmem dąży do spektakularnego uderzenia w znienawidzonego wroga. Bierzemy udział w rozmowach, jakie Ahmad prowadzi ze swoim imamem z meczetu. Oglądamy stosunki młodego człowieka z rówieśnikami. Tu szczególną uwagę Updike poświęca temu, jak jego główny bohater nawiązuje i kształtuje własne stosunki z kobietami - tu, z czarnoskórą rówieśnicą Ahmada.

Przyznaję, że autorowi Czarownic z Eastwick ten wątek udaje się dobrze rozegrać - unika sztampowego i powszechnie obecnego w amerykańskiej poezji freudyzmu. Jednak już stosunki Ahmada jego ojcem - uciekinierem są trywialnie zrealizowane: tu jest tylko zwyczajny bunt młodzieńca przeciw mężczyźnie, który nie umiał być ani wierzącym muzułmaninem, ani odpowiedzialnym mężem, ani Arabem. Ahmad chce zatem wzorowo wypełnić te role.Wrócę na okres do wątku Ahamd - i jego czarnoskóra koleżanka z collageu Joryleen Grant. Wydaje mi się on bardzo udany - stanowi tło do pokazania stosunku głównego bohatera do laickiej, amerykańskiej szkoły i innych wyznań. Mamy tu kawałek solidnej literatury psychologicznej i socjologicznej. Updike kapitalnie pokazuje system samooszukiwania się społeczności murzyńskiej i wbudowany weń system degrengolady.
Opis seksu z - wtedy już sprostytuowanej (Tylenol) - Joryleen Grant jest najzabawniejszą częścią książki - w zasadzie czytelnik pozostawiony jest w niepewności, czy chodzi tu o niewinny opis nieudanego zbliżenia, czy także może karykaturę naiwnego idealizmu Ahmada. Ja stawiam na to drugie.

Jednak Updike chce pójść dalej i pokazać konfrontację religijnych wyobrażeń młodzieńca z ideologią antyamerykanizmu z jednej, a z drugiej z praktyką dnia powszedniego w Ameryce i w New Prospect.

W tym punkcie zaczynają się problemy. Wbrew intencjom autora nie otrzymujemy żadnej ciekawej diagnozy. Nie ma diagnozy społeczeństwa Ameryki. Nie ma diagnozy muzułmanów w Ameryce. Nie ma sugestii jaka jest dynamika stosunku tych dwóch żywiołów. Amerykę Updike widzi powierzchownie w obrazie miasta New Prospect - dziwnego tworu, który charakteryzuje się głównie tym, iż własne idealne dni ma za sobą. Który jest raptem zasobnikiem heterogenicznych części - czy to społeczności religijnych, etnicznych, czy warstw socjalnych albo grup zawodowych. W New Prospect dominuje obraz zniszczenia i upływu sił życiowych. W New Prospect (nomen omen - Nowa Perspektywa) nie ma perspektyw - no, chyba, iż czyjeś ambicje sprowadzają się do zdobycia zawodu kierowcy, handlarza starzyzną albo dziwki.
Taki obraz nie wydaje się przekonujący. Nawet przyjmując, że tj. obraz wytworzony w umyśle młodego fanatyka muzułmańskiego.

Inna główna płycizna psychologicznego portretu Ahmada to właśnie jego religia. Powierzchowna i bez aparatu krytycznego. Pozbawiona narzędzi samoobrony przed światem zewnętrznym. Nie skonfrontowana z innymi muzułmańskimi odłamami. Lecz - jak w każdym skrajnym przypadku - zinternalizowana bez reszty i działająca jako wyłączne kryterium oceny ludzi i zdarzeń.
jeżeli Updike tak widzi człowieka religijnego w ogóle, to zawsze poniesie porażkę i nie zbuduje dostatecznie złożonego obrazu.

A skoro tak się dzieje, to sam finał i rozwiązanie losu Ahmada dla krytycznego czytelnika zda się przypadkowe i bez uzasadnienia. Proszę państwa - konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi dlaczego główny bohater wyjeżdża z tunelu Lincolna cały i zdrowy? Ja nie wiem. Dlatego, ponieważ zachwycił się dzieciakami, które machają do niego rączkami poprzez tylna szybę samochodu? Dlatego, że Jack Levy wyznaje mu, iż był kochankiem jego irlandzkiej matki? Dlatego, iż nie ma wsparcia innych konspiratorów? Dlatego, że jego imam nie był dość wierzący?

To w sumie pokazuje, iż Updike nie stanął na wysokości zadania. Nie sprostał mu. I nie mam na myśli tego, iż jego obraz społeczeństwa amerykańskiego jest oględny i zdystansowany - Updike nie uprawia apologetyki takiej czy innej ideologii: i chwała mu za to. Moja krytyka Terrorysty sprowadza się do poglądu, że Updike poszedł po najmniejszej linii oporu, zaoferował obraz uproszony i niewiarygodny.
powody tego stanu to inna kwestia, którym teraz nie poświecę uwagi.
Pominę milczeniem również wątek stosunku Jacka Levyego z jego żoną. Tych partii w książce o której mowa mogłoby równie dobrze nie być w ogóle i fabuła nie ucierpiałaby. Wyznania i myśli żony Levyego o jej nadwadze i zapachach tłustego ciała, lub także o kłopotach w sięgnięciu po pilota nie są nośne. Nic a nic. Czas pisarza i jego czytelnika zostaje zmarnowany.

Konkludując - >>jeżeli zwiedzeni reklamą czytelnicy poszukiwali u Updikea rzetelnej i przekonującej analizy mentalności amerykańskiej po 11 września, to jej tym wspólnie nie znajdzie