symulator co to jest
Definicja: Opowiadanie z gatunku science-fiction słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Symulator

Słownik: Opowiadanie z gatunku science-fiction
Definicja:
***

Alex Gilter leżał na bardzo niskim, wąskim i wydawać aby się mogło robionym na specjalne zamówienie metalowym łóżku, na środku pokoju w którym panowała geometryczna harmonia. Całe ciało znajdowało się na jednym poziomie, szczelnie pokrywając doskonale płaską powierzchnię twardego materaca. Mimo rozproszonego i słabego oświetlenia ściany pomieszczenia wydawały się być śnieżnobiałe, podobnie jak prześcieradło na stojącym w samym centrum pustego pokoju łóżku. Podłoga wykonana z tego samego metalu co konstrukcja utrzymująca materac leniwie, jakby od niechcenia odbijała promienie świetlne. Utrzymywała się nad nią żółtawa poświata, sięgająca niemal połowy wysokości materaca.
Alex powoli usypiał. Tracąc etapowo kontakt z rzeczywistością, leżąc na plecach obserwował w zawieszonych na suficie lekko pochylonych lustrach systematyczne unoszenie się poświaty względem łóżka. Rozproszone, ledwie dostrzegalne korpuskuły światła wdrapywały się na coraz większą wysokość. Tocząc zaciekłą walkę z przygniatającym ją, niezabarwionym jeszcze na żółto, przezroczystym powietrzem poświata ostatecznie osiągnęła poziom materaca. Na wpół przytomnego Alexa przebiegł dreszcz, mięśnie twarzy wykrzywiły się w gwałtownym skurczu, żółte światło poczęło oblewać jego ciało.

***

- Alex, do cholery, przecież wiesz, iż nie damy porady skończyć tego projektu w takim czasie i z takim budżetem! Nie wiem jak mogłeś się na coś takiego zgodzić, do diabła!
- Ile jeszcze razy będziesz mi to wypominał?! Mamy zdążyć z takimi pieniędzmi i tyle! Przecież chyba za to spółka nam płaci, nie?
- Ty tutaj odpowiadasz za finanse, tobie z pewnością dobrze płaci, lecz chłopaki już robią bokami... nie wiadomo gdzie jest problem w systemie. Jest niedziela a oni ślęczą nad monitorami.
- Nikt im nie kazał pracować właśnie w Gameup'ie.
- Sam przecież byłeś programistą, oni pracują 15 godz. na dobę, jedzą w spółce, śpią w spółce. tak aby jeszcze jakoś zarabiali. A na tych pizzach daleko nie zajadą... Do cholery z taką pracą!
- Wysiadam, idę do działu marketingu, trzymaj się.
Alex Gilter szybkim krokiem, przerywając rozmowę z Brunem wysiadł z szybkobieżnej windy na 16 piętrze 32 piętrowego wieżowca spółki Gameup. Był odpowiedzialnym za finanse dyrektorem najwyższego szczebla w koncernie tworzącym gry komputerowe. Bardzo szybko wspiął się na sam szczyt firmowej hierarchii. Zaczynał jako szeregowy programista, tzw. „klepacz kodu”, który zwyczajnie realizował pomysły bardziej doświadczonych, w krótkim czasie awansował jednak na młodszego, a później starszego projektanta. Następnie, wspinając się po długiej drabinie kariery, sprawując liczne funkcje został dyrektorem do spraw finansowych. Jak to mówią – znał firmę od podszewki. Teraz żwawo zmierzał w kierunku szerokich, dwuskrzydłowych przeszklonych drzwi z sporym napisem „MARKETING & PR”. Podziwiając błękit nieba widoczny poprzez przeszkloną ścianę znajdującą się na przeciwko drzwi wejściowych pewnie wszedł do przestronnego pomieszczenia. Nie oglądając się na boki przemknął wśród pracujących marketerów. To oni w rzeczywistością są główną siłą spółki – pomyślał – gdyby nie eksperci od reklamy, public relations, wizerunku, gdyby nie ich kreatywność i innowacyjność spółka nie osiągałaby takich zysków. Do chwili obecnej pr'owcy przeprowadzali tak zwany kontrolowane przecieki, tak aby podgrzać atmosferę oczekiwania, przy obecnym projekcie nie mogło być o tym mowy. Projekt o kryptonimie „Symulator” był sekretną produkcją dla rządu federalnego. Alex przeszedł poprzez kilka pokoi i ostatecznie dotarł do gabinetu Jane Anderson. Oficjalnie była ona koordynatorem pomiędzy działem finansowym a reklamowym, w rzeczywistości sprawowała nadzór nad utrzymaniem tajności „Symulatora”.
- Cześć Jane – czystym głosem powiedział Alex, równocześnie szybkim ruchem zamykając solidne drzwi.
- No cześć – odpowiedziała jakby z przymusu
- Słyszałaś ostatnie nowości? - z wyczuwalną emocją zaczął rozmowę Alex
Dzień w dzień pojawia się coś nowego... tylko dlaczego zawsze musi być to coś „arcyważne”, „na wczoraj”, „główne”, „konieczne”, „ściśle sekretne”...
- Nareszcie to projekt rządowy. Ja do chwili obecnej nie mogę uwierzyć, iż zdecydowali się go powierzyć właśnie nam. Prywatna spółka współpracująca z rządem w takiej kwestii... nareszcie mamy najlepszych specjalistów! lecz nie o to chodzi...
- No, to mów wreszcie
- Jak na razie tylko kilka osób w spółce o tym wie – tajemniczo rozpoczął Alex – prototyp mechanizmu sztucznej, bardzo prostej, lecz jednak dość podobnej do ludzkiej inteligencji, ta nowa wersja o której ci mówiłem, a który przekazaliśmy do Massachusetts Institute of Technology okazał się działać. Podpięli własne bazy danych do naszego mechanizmu – wszystko kompatybilne i co najważniejsze, działa! Działa! Musieliśmy mieć jakieś błędy w naszej bazie. Wszyscy myśleli, iż mechanizm jest spieprzony, Bruno chodzi niedospany od tygodnia...
- Działa... - Jane zaniepokojonym wzrokiem spojrzała na Alexa
- No! Działa jak należy! Jeszcze nie mówiłem o tym nawet Brunowi, rozpoczyna mi być go szkoda. A jego zespół wykonał kawał świetnej roboty! Co jest? Nie cieszysz się?
- Oczywiście, iż się cieszę – nawet nie próbując udawać zadowolenia odparła Jane
- Masz jakieś dziwne podejście do tego projektu... Odpowiadasz za utrzymanie go w tajemnicy, lecz możesz chyba okazać żadne emocje... Przyszedłem do ciebie najpierw żebyś nie dowiedziała się od kogoś innego i pomyślała, iż są jakieś przecieki.
- Extra, dzięki...
- Dobra, idziemy na lunch?
- Ok
Wyszli z gabinetu Jane kierując się w stronę bufetu. Na każdym piętrze wieżowca spółki Gameup znajdował się jeden. Zwykle, w ciągu tygodnia, trudno było o wolne miejsce, a w pomieszczeniu panował niesłychany harmider, pracownicy spółki wymieniali się pomysłami, mazali markerami po szczególnych stolikach omijając talerze z jedzeniem. Ściany szczelnie oblepione białymi tablicami na których każdy mógł utrwalić własną myśl, czy zilustrować ją współpracownikom po całym dniu pracy wyglądały niczym po wizycie zapalonych graficiarzy. W tych warunkach powstawało sporo rewolucyjnych kampanii reklamowych. W weekend bufet był zupełnie innym miejscem i aczkolwiek wielu pracowników pojawiało się w Gameup'ie nawet w wolne dni, wpadali tylko na „chwilę” i siłą rzeczy nie odczuwali potrzeby odwiedzenia jadłodajni.
Jane i Alex pewnie trochę z przyzwyczajenia zajęli stolik tuż pod ścianą, takie stoliki były w najwyższym stopniu oblegane, każdy chciał mieć dostęp do pionowych tablic, chociaż te zamontowane na blatach były równie wygodne. Bufet był całkiem pusty, nie było pracowników obsługi, którzy nigdy nie pracowali w weekendy – zwyczajnie nie było takiej potrzeby. Jedynymi pokrzywdzonymi byli kucharze, co weekend jeden z nich miał dyżur. Wystawiano „automaty” w których za symbolicznego dolara można było zamówić każdą dostępną potrawę.
- Na co masz ochotę, Jane? - ruszając do automatu zapytał Alex
Ostatnio zajadam się kuchnią włoską, może niezbyt oryginalnie, lecz weź Spaghetti Carbonara
- Około A ja zamówię... mówiłem ci, co mnie ostatnio fascynuje...?
- Projekt „Symulator”... - zrezygnowana odpowiedziała Jane
- He he – to także. lecz chodzi mi o kuchnię. Odkryłem polskie potrawy
- Wow, widze, iż cały czas masz bzika na punkcie egzotyki
- Nieeee, to nie jest znowu taka egzotyka – zaśmiał się Alex
- No może i masz rację, lecz nigdy nie lubiłam geografii i wszystko, co leży poza Stanami jest dla mnie egzotyczne... a Polska... gdzie ona leży?
- Wiesz, pewnie miałbym podobne odczucia, lecz moi dziadkowie pochodzą z Polski. Państwo w środkowowschodniej Europie. Dobra, zamawiam kotleta schabowego i podwójną porcję ziemniaków – Alex uśmiechnął się szeroko zobaczywszy minę Jane, która usłyszała szeleszczącą nazwę potrawy. Polski nigdy nie należy odwiedzać na jesieni pomyślał Gilter. Wtedy język musi mieszać się z szelestem liści i nic nie da się zrozumieć. Ciekawe jak wtedy Polacy porozumiewają się ze sobą...
Nie minęło 10 min. i na stoliku zapaliły się dwie zielone lampki – potrawy były gotowe. Życzyli sobie smacznego i w ciszy zaczęli jeść. Kiedy talerze były już tylko w połowie zapełnione Alex wznowił rozmowę
- Jane...
- Tak?
- Powiedz mi, co myślisz o projekcie „Symulator”
- Coś odwrotnego do tego co myślisz ty, Alex
- Nie uważasz, iż to jest istotny projekt? Najważniejszy ze wszystkich dotychczasowych?
- istotny może i jest, lecz... coś mi mówi, iż nie powinniśmy go realizować
- Nie powinniśmy realizować!?
- Tak
- lecz dlaczego? Przecież tj. nadzwyczajna okazja do powstania czegoś faktycznie poważnego. To nie jest jakaś następna gierka dla dzieciaków. Mamy szansę dokonać milowy krok, pchnąć branżę naprzód...
Branżę?
- No tak
- Czy ty się nad tym w ogóle zastanawiałeś?
- Oczywiście, iż tak
- Chyba jednak nie. Przecież ten projekt tworzymy na zlecenie rządu. Tu nie ma mowy o żadnej branży.
- sporo wynalazków powstało dzięki zamówieniom federalnym – bronił się Alex
- Masz rację – bomba atomowa także. „Symulator” jest niebezpieczny, nie wiem jak możesz tego nie dostrzegać. Przecież rząd nie kupuje u nas produktu, który będzie służył rozrywce obywateli. Prawda? zwyczajnie nie kupuje i tyle. A mechanizm który tworzymy może służyć modelowaniu rzeczywistości... zgodnie z oficjalnej specyfikacji... a naprawdę jak jest? Czy tylko modelowaniu? Czy ta „wirtualna rzeczywistość” jest inna od realnej? „Symulator” ma służyć do przewidywania zachować socjalnych przeprowadzając symulację zachowań ludzkich. Oczywiście, tak aby symulacja była cokolwiek warta potrzebny jest mechanizm odwzorowujący inteligencję człowieka. Sztuczna inteligencja. To tworzymy. Kreujemy sztucznego człowieka, ze sztucznym mózgiem, kreujemy tysiące takich jednostek. Wszystkie one „żyją” w pamięci superkomputera. W tamtym świecie czas płynie miliony razy szybciej, kontrolowany poprzez procesor. Przy takim komputerze siedzi kilku facetów którzy analizują dane statystyczne. Robią różne testy. I wypuszczają np. kryminalistów z więzień, symulują awarię mechanizmów zabezpieczających, obserwują co odbywa się w społeczeństwie. Analizują o ile wzrosła liczba zabójstw, rozbojów, kradzieży. Symulują powódź. Dopatrują się wadliwych obiektów w systemie antykryzysowym operując na „żywym organizmie społecznym”. Skoro wirtualni ludzie mają zachowywać się doskonale tak samo jak my... muszą odczuwać emocje... ból, jeżeli nie będzie symulacji wszystkich mechanizmów życiowych i reakcji człowieka, schemat będzie wadliwy. A musi być prawidłowy. Czym więc ma różnić się świat z „Symulatora” od naszego świata? tj. przerażające Alex. Wyobraź sobie modelowanie wojny. Miliony, miliardy istnień... ludzkopodobnych, wirtualnoludzkich, nie... zwyczajnie ludzkich zginie żebyśmy mogli zobaczyć efekty działania nowej broni masowego rażenia. W imię czego mamy coś tworzyć, aby zadawać temu cierpienie? Czy tj. sadyzm? Nie, oczywiście, iż nie. tj. interes odpowiesz. A dla rządu są to realne korzyści... totalitarnej władzy. Władzy absolutnej i doskonałej. Gdybyśmy stworzyli mechanizm zgodnie z życzenia rządu oni zyskają nieograniczoną wręcz wiedzę o nas wszystkich. Sposobność przewidywania przyszłości z sporym prawdopodobieństwem... powiesz, iż to brednie. lecz czyż nie będzie się dało wprowadzić do symulatora danych obrazujących dzisiejszy świat? Oczywiście, na razie mamy za małą, bardzo małą wiedzę o zachodzących zjawiskach. lecz edukacja się rozwija. Im bardziej poznamy świat tym dokładniej będziemy go wstanie odwzorować na modelu. Pamiętasz czasy studiów i wykłady o determinizmie? Mając dane o wszystkich, najdrobniejszych obiektach we wszechświecie teoretycznie można przewidzieć kolejny stan tych przedmiotów. Tak jak kiedy widzimy tenisistę podrzucającego piłkę i wyginającego rękę... możemy przewidzieć z wielkim prawdopodobieństwem, iż piłeczka zostanie odbita. Na podstawie znajomości chwilowych danych przedmiotów. A gdyby precyzyjnie odwzorować strukturę mięśniową, strukturę komórek nerwowych tenisisty, wziąć pod uwagę siłę wiatru, gęstość powietrza, wszystkie inne na pozór mało znaczne przedmioty... czyż nie uda się wyrysować toru lotu piłki? A Gameup chce utworzyć mechanizm symulujący działanie człowieka... może my, którzy teraz tu siedzimy, Jane Anderson i Alex Gilter jesteśmy właśnie takimi... symulującymi coś wirtualnymi bytami? Może całe nasze życie to tylko kilka „sekund” w realnym świecie, ponieważ może nasz świat nie jest realny? Może zostaliśmy stworzeni, wszyscy pracownicy Gamup w celu symulacji działania koncernu? I istniejemy tylko w pamięci superkomputera. A co w takim świecie byłoby pewne? Nic. Byle widzimisię programisty i możesz otrzymać ataku serca, możesz zostać śmiertelnie pobity na ulicy... Zmiana jednej stałej odwzorowującej grawitację wymienia wszystko... a czy w takim systemie byłoby to trudne? Czy jest jakiś sposób aby sprawdzić, czy nasz świat nie jest zwyczajnie odwzorowującym coś modelem...? - Jane zawiesiła głos i spojrzała w zamyśloną twarz Alexa. Oboje już dawno przestali jeść. Jane zostawiła niedojedzone Spaghetti i ruszyła do wyjścia.
- Bronisz złej sprawy, Alex – rzuciła na odchodnym.
Gilter pogrążył się w rozmyślaniach. aczkolwiek może nie zdawał sobie z tego sprawy, niemal w całkowitym bezruchu przesiedział w bufecie, na 16 piętrze biurowca spółki Gameup kilka godz..

kolejnego dnia, w poniedziałek Alex zaspał. Spał tak twardo, iż ustawiony na 6:30 budzik angażując całą energię zawartej w nim baterii nie był w stanie postawić go na nogi. Śniły mu się jakieś wierutne bzdury, całkowicie pozbawione sensu, jakiegokolwiek związku. Typowy sen zapracowanego człowieka pomyślał Gilter, wstając z łóżka o godzinie 7:02. Niezwracając uwagi na dopasowanie ubrania szybko ubrał się i wybiegł na ulicę. Akurat przejeżdżała żółta, typowo nowojorska taksówka – Gilter machnął kierowcy i wkroczył na jezdnię. Gwar jednej z głównych ulic miasta przeszył szaleńczy pisk opon. Czerwone Ferrari próbowało hamować przed idącym w kierunku taksówki, niczego niespodziewającym się Alexem. Próba skończyła się niepowodzeniem. Pędzące auto podcięło Giltera, wyrzuciło go kilka metrów w górę, a następnie – spadającego – uderzyło jeszcze raz. Dyrektor finansowy koncernu Gameup znalazł się w szpitalu.
- To jakiś cud – drżącym od emocji głosem sama do siebie mówiła Jane Anderson, siedząc u boku łóżka Alexa. Gilter właśnie otworzył oczy. Nic mu nie było, nie odniósł praktycznie jakichkolwiek poważnych obrażeń. Lekkie stłuczenia – tak brzmiała diagnoza.
- Alex, nawet nie wiesz jak się cieszę – z uczuciem ulgi mówiła Jane
Wreszcie mogłem sprawić ci aczkolwiek trochę radości – uśmiechnął się Alex, aczkolwiek sprawiało mu to ból – miał lekko rozcięte usta i część prawego policzka
- lecz znalazłeś formę tak aby sprawić mi radość, no na prawdę – ironicznie odpowiedziała Anderson
Wpatrywali się w siebie poprzez kilka dobrych min.. Do sali wszedł lekarz, załatwili wszystkie formalności i Gilter został wypisany na swoja prośbę. Siedzieli w taksówce – tym wspólnie powiodło się do niej wejść bez większych problemów – rozmawiali o kwestiach firmowych.
- Alex, pamiętasz, iż masz dzisiaj spotkanie z tym inżynierem z Massachusetts Institute of Technology?
- Już pamiętam, lecz na śmierć zapomniałem
- Otarłeś się o śmierć...
Gilter zamyślony siedział w swoim gabinecie na 10 piętrze wieżowca spółki Gameup, oczekiwał na gościa z instytutu. lecz miałem farta – pomyślał – bez szwanku wyjść z takiego wypadku... Z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi.
Proszę – pewnym głosem, wstając z fotela Alex zaprosił inżyniera do gabinetu
Gilter wpatrywał się w twarz nieznajomego. lecz czy z pewnością nieznajomego? Twarz inżyniera wydawała mu się dziwnie znajoma. Obserwował mimikę gościa. Do diabła! Ten facet jest do mnie podobny! Starszy o jakieś 15 lat, z przerzedzonymi, siwymi włosami... jakiś sobowtór, czy co?! Klon, do cholery? Inż. wyciągnął wyprostowaną rękę
- Witam Pana, nazywam się Alex Gilter i przyjechałem do pana z Instytutu
Dyrektor finansowy Gameup'u zaniemówił.
- Kim pan... jest...? - naiwnie zapytał drżącym głosem
- No powiedziałem, nazywam się Alex Gilter, tak samo jak pan
W gabinecie zapanowała głęboka cisza.
- Ile ma pan lat?
- 52, a pan 35. Proszę spojrzeć na mój prawy policzek. Widzi pan bliznę? To po wypadku. precyzyjnie 17 lat temu potrąciło mnie czerwone Ferrari. ledwie z życiem uszedłem. Wstrząśnienie mózgu, połamane nogi, żebra. własną drogą, to ja naprawiłem wasz mechanizm, Alex. 17 lat temu byłem na twoim miejscu. Wtedy nie powiodło nam się utworzyć „Sumulatora”. Projektowi nadano status „niewykonalny” i zaniechano prac. lecz widocznie Oni uznali, iż jego realizacja jest niezbędna do testów. Cofnięto więc parametr osi czasu o 17 lat. Przy okazji dodając jeden przedmiot. Mnie, a więc ciebie. Jestem tobą, lecz za 17 lat, w okolicznościach kiedy projekt „Symulator” został porzucony. Zmienili jakieś stałe, dziś mechanizm powiodło się uruchomić.

- Mamy go! Wybudza się! - kilkunastu lekarzy krzątało się wokół szpitalnego łóżka Alexa Giltera
- Funkcje życiowe stabilne, zagrożenie spada! Zmniejszyć moc respiratora.
Dyrektor finansowy Gamup'u doznał wstrząsu mózgu, miał połamane obydwie nogi w kilkunastu miejscach, połamane żebra. Ja zwariowałem – pomyślał Alex – co za kretyńskie urojenie. Tylko... dlaczego profetyczne, przewidujące przyszłość... co za głupota... przecież wiadomo, jakie konsekwencje ma taki wypadek – chaotycznie analizował sytuację Gilter. Gdyby dało się przenosić w momencie już dawno ktoś przeniósłby się do nas z przyszłości. A ja miałem tylko urojenia, w konsekwencji niedotlenienia mózgu. „Symulator”... ten niby-ja z przyszłości gadał, iż projekt nie został sfinalizowany. Zobaczymy jaka będzie przyszłość.
Alex Gilter poczuł odpływ sił. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Obraz zaczął rozmazywać mu się w oczach. Sala szpitalna wydawała się być zabarwiona na żółto. I ta żółć powoli ustępowała. Majestatycznie, powoli opadała. Im mniej zalegało jej w pomieszczeniu Alex bardziej tracił siły.

***

Alex Gilter zupełnie rześki ocknął się. Znajdował się w pomieszczeniu, gdzie panowała geometryczna harmonia. Leżał w jego środku, na metalowym łóżku, na twardym materacu. W zawieszonych na suficie lustrach widział siebie, leżącego na śnieżnobiałym prześcieradle. Gdzie ja jestem? Wstał. Powoli, brodząc w żółtej poświacie przeszedł się po sali. Nie było jakichkolwiek drzwi. Tylko gładkie, doskonale białe ściany. Spojrzał na podłogę. Stanowiła jedną całość, bez jakichkolwiek łączeń, wykonana z jakiegoś dziwnego stopu metalu. Gdyby nie gęsta u spodu poświata dałoby się w niej przejrzeć. W ogóle ta poświata była czymś niespotykanym. Teoretycznie stanowiło ją tylko odbite światło, lecz Alex czuł jak oblewa jego stopy, czuł z nią fizyczny kontakt, którego przecież nie sposób doświadczyć obcując z korpuskułami światła. Ta dziwna substancja cały czas opadała.
Skojarzenia Alexa, który był kiedyś programistą były błyskawiczne – zamykanie mechanizmu, zwalnianie zasobów, czyszczenie pamięci. Co jeżeli „Symulator” rzeczywiście powiodło się utworzyć, w tej wersji kasandrycznie opisanej poprzez Jane? A może cały czas jestem w śpiączce po wypadku? Może to dalszy ciąg urojeń podobnych do tych ze spotkaniem samego siebie, z przyszłości. Może nie ma żadnego koncernu Gameup. A może jest i powiodło się utworzyć „Symulator”... a ja jestem częścią przeprowadzanej symulacji. Co jest pewne? Który świat jest realny, a który wirtualny? Może stworzyli „Symulator”... a co jeżeli stworzyli symulator sami będąc częścią symulacji... która znowu może być częścią innej – szerszej symulacji... Symulacja zagnieżdżona w symulacji.
Poświata już prawie całkiem zniknęła. Alex znowu tracił siły. Bezwładnie opadł na metaliczną podłogę. Stawał się coraz mnie widoczny, jakby przezroczysty. Kim ja jestem? Był programem komputerowym. Kim jest Jane? Była programem komputerowym