przypadek alicji nowak co to jest
Definicja: bez grosza przy duszy słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Przypadek Alicji Nowak.

Słownik: Alicja Nowak była przeciętnej urody, kompletnie oddaną Sztuce obywatelką Polski. Jako że jej kapitał przeznaczała tylko na płótna i farby, chodziła bez grosza przy duszy....
Definicja: Alicja Nowak była przeciętnej urody, kompletnie oddaną Sztuce obywatelką Polski. Jako że jej kapitał przeznaczała tylko na płótna i farby, chodziła bez grosza przy duszy. Jej matka, która o zajęciu córki nie miała zielonego definicje, chciała za wszelaką cenę pomóc głodującemu dziecku. Jako częsta bywalczyni Allegro, giełd staroci, pchlich targów i innych przedsiębiorstw tego rodzaju niejednokrotnie ofiarowywała się upłynnić obrazy Alicji na jednej z tych imprez. W prawdzie obrazy były bardzo dziwne. Utrzymane w tonacji czerwonej, pełne nagich, płaczących ludzi na tle bezlistnych drzew. No lecz cóż, niektórzy kupią wszystko, mając zwyczajnie bzika na punkcie takich dziwactw.

lecz Alicja nie chciała, wciąż powtarzała matce iż obraz to nie tylko to, co wiesza się na ścianie mając na celu zapełnienie pustej przestrzeni. Obraz to jest dzieło Sztuki, które powinno zostać wystawione w miłej galerii i być oglądane poprzez wielu ludzi. Gdyby zależało jej tak aby coś sprzedać, zaczęła aby malować sympatyczne, akwarelowe widoczki słonecznych plaż czy także łąk usłanych polnymi kwiatkami.

- Zastanów się porządnie moja panno – rzekła westchnąwszy jej matka, przy okazji potykając się o jedno z wielu płócien piętrzących się na stosach w malutkim mieszkanku Alicji. - Brak pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła, więc czas byś zaczęła przyzwoicie zarabiać.

Alicja mruknęła z dezaprobatą. A może jej matka miała rację? Może na serio nadszedł już czas, kiedy trzeba odstawić na dobre karmicielską matczyną pierś? Tak! Jutro z rana zacznie jeszcze raz szukać pracy, i tym wspólnie ją znajdzie. – rozmyślała gorączkowo artystka…

Jak dotąd wszystkie rozmowy kwalifikacyjne (a przeszła ich ok. dziesięć) były całkowitą porażką.
Na pierwszej powiedziała właścicielce jednej z najlepiej zarabiających drogerii w Białymstoku, iż nie potrafi kłamać i nie będzie umiała wciskać kitu o cudotwórczym działaniu jednej z wielu papek do twarzy starszym babom, które na te „gówna” wydają tysiące złotych aby pozbyć się zmarszczek. Ponadto czuła aby się zakłopotana gdyby jeden z klientów poprosił ją o środki antykoncepcyjne.
Na spotkanie w urzędzie miejskim poszła ubrana w koszulkę z anarchistycznym hasłem, mówiąc już od progu, iż nie wierzy w demokrację i przystaje za tym tak aby każdy był równy każdemu. Natychmiast została uprzejmie wyproszona.

Natomiast u rzeźnika stwierdziła, iż brzydzi się pieńka do ćwiartowania mięsa i iż powinien zacząć hodować marchewki raz inne warzywa, zamiast mordować bezbronne zwierzęta. Wtedy z przyjemnością zaczęła aby u niego pracę.

Oczywiście nigdzie nie otrzymała pracy.

Najgorsze spotkało ją w miejskim supermarkecie, gdzie chyba cierpieli na krytyczny brak personelu i została zatrudniona z miejsca, chociaż uprzedzała iż jest uczulona na materiał z jakiego szyte są ubrania dla pracowników i iż nie cierpi hałasu, który budzi w niej dzikie zwierze.
Usłyszała w odpowiedzi iż się przyzwyczai i iż robota nie jest taka trudna. Do jej obowiązków będzie należało tylko metkowanie i układanie towaru na półkach i pomoc klientom gdy zapadnie taka potrzeba. Nic trudniejszego.

Alicja już widziała w wyobraźni jak dostaje awans i zostaje kierowniczką zmiany, jak kapitał napływają na konto, jak wydaje pierwszą prawdziwą pensje.

Wyprasowała służbowy kostiumik i przymierzyła. Był trochę za ciasny w biodrach,
lecz nareszcie to jej wina. Powiedziała iż nosi wielkość dwadzieścia osiem, przecież nie będzie się przyznawała obcym ludziom iż nosi trzydziestkę.

Z mieszaniną strachu i podniecenia Alicja zakreśliła niebieskim długopisem w czarne paski w kalendarzu pierwszy dzień pracy. Kiedy ów dzień nadszedł, wstała bardzo wcześnie aby się nie spóźnić. Na miejscu została przedstawiona masie ludzi, których imiona wyleciały jej od razu z głowy. Została także oprowadzona po sklepie, pokazali jej magazyn, pokój ochroniarza, szatnie. Następnie została wyprowadzona na jasno oświetloną salę, gdzie otrzymała za zadanie wypakowanie arbuzów na półkę.

- Już się robi! – Alicja uśmiechnęła się szeroko i z entuzjazmem wzięła się do pracy.

Uwinęła się w dwadzieścia min., zauważając ze arbuzy są o sporo cięższe niż zdawało się to najpierw. Prawdę mówiąc – potwornie ciężkie. Nim opróżniła skrzynki, kazano jej jeszcze przenieść ziemniaki z jednego stanowiska na inne.

- Dlaczego? – Spytała.

To chyba jasne, tak aby mogli ułożyć pomarańcze.

A później musiała iść do magazynu po marakuje i limonkę. Nie miała definicje jak to wygląda i nigdy nie słyszała tak aby ktoś jadł takie dziwactwa. Zanotowała w pamięci, tak aby powiedzieć kierownikowi, iż marnuje czas sprowadzając te egzotyczne owoce.

Maszerując wzdłuż półek natrafiła na parę emerytów, którzy od razu zaczęli szarpać ją za ramię i zadawać dziesiątki pytań.

- Co jest dzisiaj w promocji?

Nie wiedziała.

- Macie majtki pasujące do tego stanika?

także nie wiedziała.

- Czy po śliwkach nie dostanę biegunki?

Tego panna Nowak także nie wiedziała i jakoś nie miała ochoty wiedzieć.

- Niech mnie pani przestanie już szczypać, całe ramię mam sine. – odezwała się do starszej kobiety, która z zamiłowaniem ściskała ją za rękę.

- Nie pyskuj do starszych. Cóż to za zachowanie w dzisiejszych czasach u młodzieży, ponieważ za moich coś takiego było aby nie do pomyślenia! – krzyknęła oburzona.

- Niech pani natychmiast przestanie mnie szczypać! Czego pani szuka? Szpinaku?

- Miarka się przebrała. Haloooo, panie kierowniku, juuhuuu. Może pan tu przyjść na minutkę, mamy mały problem z pańską pracownicą. – zawołała i po cichu dodała w stronę Alicji. – Dopilnuję tak aby cię zwolniono, smarkulo.

I tak się stało.

(Postanowiła nie pisać swojej miłości życia – Damianowi Bagińskiemu, światowej sławy aktora, o tym, iż po trzech godzinach pracy, została wylana. A wierzcie mi, ona pisze do niego wszystko i o wszystkim, ten mężczyzna wie nawet, jaki ma ona wielkość stanika i majtek. W prawdzie jeszcze nigdy w życiu nie otrzymała odpowiedzi na żaden z listów, a ni zdjęcia z autografem, o które tak mocno prosiła, to i tak się nie poddaje. Wierzy, iż któregoś dnia pan Bagiński przybędzie na białym rumaku do miasta Białystok i porwie ją w ramiona,
lecz to zupełnie inna historia, o której na razie nie warto mówić.... )

Ze złości na wszystkich zaczęła rozwalać na ok. stoiska, chwyciła za zielone melony i podrzucając je do góry jeden za drugim zaczęła wykrzykiwać:

- Uwolnić mrożone truskawki! Uwolnić krem w rurek! Uwolnić sardynki z puszek! – I inne tego typu zdania.

Dzieci płakały, emeryci chowali się po kątach, a Alicja ścigana poprzez ochroniarzy przebiegała wzdłuż i wszerz sklep, burząc piramidy z puszek. nareszcie została złapana przed działem mięsnym. Kierownik szalał ze złości. Ta obłąkańcza rozróba miała miejsce nie byle gdzie, a w placówce największej sieci supermarketów. Kazał wezwać karetkę, tak aby zasłonić się niby chorobą psychiczną panny Nowak, w przypadku gdyby ktoś chciał podać ich do sądu. (o tym
także nie napisała w liście.)

Pracownicy marketu okazali się bardzo mili, zaczekali z nią na parkingu, do póki nie przyjechał ambulans. Ktoś przyniósł jej gorącą, bardzo słodką herbatę, po której nieco się rozluźniła. I gdy strażnicy puścili jej ręce, ruszyła do biegu niczym prawdziwy pies wyścigowy. Nie zdołali jej złapać, kiedy dotarła do domu, odkryła iż zgubiła własne piękne różowe spineczki, za które dała aż z dziesięć złotych.

Po długim namyśle kierownik postanowił nie pociągnąć biednej Alicji do odpowiedzialności za wyrządzone szkody i nie zgłaszać wypadku na policję. Był on w gruncie rzeczy przyzwoitym człowiekiem, i po raz następny zastanowił się czy nie pora już przejść na emeryturę…

Białystok, 15.05.2007r.
Drogi Damianie!


Właśnie dostałam propozycję pracy w galerii sztuki i nie mogę się doczekać tej chwili gdy ją rozpocznę. Jestem taka podekscytowana, a to już jutro. Mam nadzieję, iż nie wydarzy się nic podobnego jak w markecie. Wiem, nie pisałam ci o tym,
lecz uwierz mi, nie miałbyś ochoty tego czytać. Już ja to wiem zwyczajnie.

Wysłałam ci jeden z moich licznych obrazów, chciałabym zobaczyć twój słowo twarzy gdy go zobaczysz. Mam nadzieję iż ci się spodoba. Musi, musi, musi!

Jak tam twój nowy video? Słyszałam iż tym wspólnie wcielisz się w rolę seksownego policjanta, ścigającego włoską mafię za handel narkotykami. W prawdzie muszę ci powiedzieć, iż pomysł na video jest trochę banalny,
lecz znając ciebie, wiem iż zmienisz go w arcydzieło Sztuki.

Pamiętasz moją ostatnią prośbę? Nie? Miałeś mi przesłać własne zdjęcie z autografem! Czekam już od miesiąca i coś nie przychodzi. Strajk pracowników poczty? Nie wiem, bym musiała zobaczyć. Na razie nic o tym nie słyszałam.

Ściskam i czekam,
Twoja oddana Alicja.

Ps. Podaje swój telefon – 6532789. Zadzwoń!

Alicja Nowak, przeciętnej urody, oddana kompletnie Sztuce obywatelka Polski zakleiła czerwoną kopertę, nakleiła znaczek i powolnym krokiem ruszyła w stronę poczty.