mężczyzna kuchni co to jest
Definicja: Podobno z wybitnym podniebieniem, znawcy smaku, kucharze numer jeden...lecz od każdej.

Czy przydatne?

Co znaczy Mężczyzna w kuchni

Słownik: Podobno z wybitnym podniebieniem, znawcy smaku, kucharze numer jeden...lecz od każdej reguły jest wyjątek.
Definicja: Zapytaj mężczyzny, czym różni się sałatka od surówki, a zrobi ogromne oczy i pomyśli, iż urwałaś się z kosmosu. Nie pytaj, czy woli na kolację grecką czy może pekińską, ponieważ dla niego wszystkie przetarte, poszatkowane zielska zamykają się w jednym przymiotniku- jarzynowa. Co jego matka przyrządza na święta? Sałatkę jarzynową. Co je do grillowanych kiełbasek? Sałatkę jarzynową. Gdy jednak zapytałam znajomego, co precyzyjnie wchodzi w skład owej sałatki, rozłożył ręce w bezradnym geście. Na pewno marchewka- mówi- Tak, marchewkę poznaję po barwie. Może ziemniaki. Aczkolwiek to prawdopodobniej seler. Nareszcie zirytowany macha mi przed nosem ręką. Co za różnica?- pyta- Istotne, iż smakuje. Fakt, liczy się sukces końcowy. Wymiana cebulki na seler od razu została zdemaskowana. Oczywiście konkrety wyjawiła sprawczyni zamieszania, dziewczyna mojego kolegi, lecz jego czułe kubki smakowe od razu zaalarmowały, iż to nie JEGO sałatka. Idąc dalej tropem męskich guścików, przyparłam do ściany innego znajomego, smakosza kuchni włoskiej i domowego sernika. Facet nie znosi warzyw. Każde z osobna, tak jak to natura stworzyła to jeszcze, jeszcze, lecz wymieszane w misce? Nigdy w życiu. ponieważ skoro pomidory rosną na własnych krzaczkach, ogórki na własnych, a sałata tuż nad ziemią, to chyba po to aby zjadać je osobno. Czysta męska filozofia. W innym przypadku rosłyby na wspólnym krzaku, nieprawdaż? Prawdaż. Od tamtej chwili pałaszując mieszankę warzywną, zastanawiam się czy nie powinnam rozdzielać kukurydzy na prawo, a brokułów na lewo. Dowiedziałam się również, iż mężczyzna jako wzrokowiec kieruje się oceną wizualną. Nie zje czegoś, co mu się nie podoba. Chyba, iż przyrządził to sam. Siedzę pewnego dnia w kuchni swojego ex i patrzę jak miesza na patelni jedną, ogromną breję. Co robisz?- pytam. Odpowiada, iż spaghetti. Po kilku minutach podstawia mi pod nos miskę. Nie mogę odróżnić, gdzie makaron, a gdzie mielone. Wszystko utonęło w proszkach knorra, pomidorach i Bóg wie jeszcze czego. Kierując się zasadą wizualności, odmawiam spożycia, lecz ex nalega. No dobrze- mówię, a sekundę później oczy wychodzą mi na wierzch. Trafiłam na maniaka pikantności. Od kiedy?- pytam. Od zawsze, mówi on i teraz już wiem, dlaczego nie przepadał za moją kuchnią. ponieważ to ten typ, co to zje wszystko jeżeli tylko z furą chilli, czosnku i pieprzu. Jest także typ faceta- ignoranta. Przykładowo- mój brat. Co tj.?- pytam i pokazuję mu bakłażana. Ogórek?- pyta nieśmiało. Pokazuję mu więc cukinie. Ogórek?- pyta ponownie. Feta czy mozzarella, co za różnica? A wczoraj w porze obiadowej zastrzelił mnie pytaniem: Monia, a jak się gotuje makaron?
Hmm, to on nie rośnie na krzaku?