tośka

Definicja: Mijając ludzi po drodze irytowała się ich spojrzeniami, gestami, zachowaniem słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Tośka

Słownik: Aleja. Długa, szara, zwykła… Droga ciągnie się w nieskończoność. Jeszcze wiele czasu ma aby dotrzeć na miejsce ale jej nogi szybko pokonują chodnik. Mijając ludzi po drodze irytowała się ich spojrzeniami, gestami, zachowaniem.
Definicja: A gdyby oni tak wszyscy zniknęli, pomyślała i w jednej chwili zniknęli wszyscy jak złudzenie. Zrobiło się cicho i przerażająca, a za wspólnie fascynująco. Stawiając następne kroki nie wiedziała co ja spotka, aczkolwiek nikogo dookoła nie było. Ogarnął ją strach, a wyobraźnia zaczęła działać. Dlaczego jestem sama, gdzie się podziali inni? Może straszna zaraza opanowała miasto i jestem jedyną pozostała przy życiu? Jak mi się to powiodło, może mam wyjątkowe DNA… Może mój dom to poniemiecki bunkier odporny na zagładę i śpiąc sobie spokojnie w nocy uniknęłam straszliwej śmierci w męczarniach…Okolica wydawała się taka piękna gdy była pusta, budynki ulice, samochodzie stały w głuchym milczeniu. Nagle zza zakrętu usłyszała okropny łoskot! Zwolniła kroku, cichutko jak tylko w najwyższym stopniu potrafiła podeszła do zakrętu i zajrzała. To tylko kot zrzucił pokrywę od śmietnika. Kot? Jak on przetrwał tą straszliwą epidemie.
-Tośka!!! Nie czaj się tylko chodź tu szybko!
W jednej chwili wszystko wróciło. Ludzie, gwar, zapach spalin.
-Przestań bujać w obłokach ponieważ nam kiedyś odlecisz.
-Już idę Alex, nie bulwersuj się tak, przecież jestem na czas, a nawet za wcześnie.
-Nigdy nie jest za wcześnie na zakończenie roku! Idziemy do reszty, chodź.
Ruszyli wspólnie w kierunku starego budynku wybudowanego za lat „kochanej” komuny, który wydawał się jakby miał zaraz rozpaść się w gruz.
-Spójrz Tośka na budę ostatni raz i pożegnaj się z nią na dwa długie miesiące.
-Nie będzie Ci jej brakować?
-Zwariowałaś! Spaliłbym ją gdybym mógł!
-lecz co można robić z taką ilością wolnego czasu.
-No jeszcze się pytasz! Imprezy, wyjazdy, imprezy, spotkania ze znajomymi, imprezy no i… Imprezy!!!
-Wiesz idealnie, iż ja się do tego nie nadaje.
-Każdy się nadaje, to sprawa podejścia. Twoje jest jak widać kiepskie.
-Jak sobie przypomnę ostatnie gadanie mojej babci jak wróciłam z imprezy to odechciewa mi się wszystkiego.
- Oj ta twoja babcia. Wytłumacz jej, iż masz 18 lat i najwyższa pora trochę się zabawić!
- Nie znasz jej, ona żyje jakby w innej epoce. Najchętniej zamknęła aby mnie w jakiejś wieży, a klucz schowała gdzieś głęboko, Tak jak macocha zamknęła kopciuszka aby nie mogła przymierzyć pantofelka.
- Oj ty, -lecz kopciuszek nareszcie się wydostał, wcisnął pantofelek na syrę i chajtnął się z księciem.
- Ha, ha, ha… -lecz jemu pomagały myszy i ptaszki, a ja mam w domu co najwyżej mrówki…
- To załóżmy, iż ja będę twoim mysim przyjacielem i cię oswobodzę.
- Wolałabym raczej księcia na białym koniu…
-Nie prowokuj mnie!
-Dobra, dobra już milczę.
-Słuchaj, chodźmy na razie odebrać świadectwa, a później będziemy się martwić co dalej.
Pokonawszy trzy schodki przekroczyli próg szkoły, ostatni raz przed wakacjami.
-Eee…Tośka, a propos tego księcia zobacz kto stoi pod dyżurką…
-Ciszej! ponieważ jeszcze ktoś usłyszy! Jesteś nienormalny!
-No co, chciałem byś nacieszyła własne ogromne oczy jego widokiem ostatni raz… ponieważ w wakacje już go raczej nie zobaczysz o ile nie zagadasz…
-Ty chyba faktycznie masz nierówno po sufitem. Gdzie on tam na mnie zwróci uwagę…
-No wybacz… ; -lecz jeśli ma oczy to powinien.
-Tylko tak gadasz.
-Oj wy dziewczyny, ja nie wiem, macie o sobie tak niską samoocenę.
-zwyczajnie mam lustro w domu.
-Dobra koniec tematu, lecę na chwile do sklepiku.
-To ja poczekam tutaj.
-No jasne.
-Jakieś aluzje?
-Nie, w ogóle.
No i stoję tu sama jak ten frajer. ; -lecz on jest cudny, a te jego ciemne oczy, które…patrzą się na mnie??!! O Boże, spokojnie. Tośka trzymaj się. Zrób niebrzydka minę.
Oparła się i jedna nogę ugięła i oparła o ścianę. Nieśmiało zerknęła w jego stronę. Nagle prąd przeszył jej ciało. Idzie, idzie….Idzie w moją stronę! Wszystko zaczęło wirować. Chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie.
-Nie mogę dłużej udawać, iż moje serce Cię nie kocha. Gdy jesteś w pobliżu gwiazdy świecą jaśniej i chcę śpiewać. Ma pieśń jest moim darem! I możesz powiedzieć wszystkim, ze to jest nasz piosenka! I mam nadzieję, iż nie masz mi za złe, iż każdego dnia marzę aby rozpłynąć się w twym pocałunku! Nawet nie wiesz jak piękny jest świat gdy ty na nim jesteś! Zawsze będę Cię kochać!
Hol rozbłysnął światłem, a z nieba posypał się złoty pył. Ziemia zamieniła miękkie chmury, a ludzie w chór nucący melodię. Tańcząc unosili się nad ziemią i wirowali patrząc na siebie.
-Tośka!- Rozbrzmiał głos. Ale oni dalej krążyli na ziemią.
-Tośka!!! –Znów ktoś krzyknął.
W tej chwili Tośka w miłosnym uniesieniu za wysoko uleciała i walnęła głową o sufit, momentalnie wszystko zniknęło, a ona nadal stała pod ta sama ścianą z oczami wlepionymi w ukochanego.
-Przestań się tak na niego lampić ponieważ wyglądasz jak debil. Tak go nie poderwiesz, zamiast stać tu jak słup soli to rusz się tam i zagadaj!
- Sorry Alex, ; -lecz się trochę zamyśliłam.
-Trochę? Trzeba będzie przynieść ścierę i powycierać ślinę z podłogi.
-Chodźmy już stąd, idziemy do klasy.
-Jak chcesz.

Słońce już powoli zachodziło. Schodząc coraz niżej sprawiało wrażenie, iż wtapia się w ziemie, a w niebo wzbijają się kłęby różowego dymu. Chciała przystanąć i usłyszeć pieśń, która towarzyszy każdemu zachodowi dlatego zwolniła kroku. Już prawie ją słyszała. Jakby śpiew aniołów i harfa…A może to --zwyczajnie znowu w jej głowie coś się roi. Potrząsnęła głową aby się ocucić i przyspieszyła kroku ponieważ niewiele czasu zostało, a spóźniać się nie lubi. Cegły na chodniku szybko mijały jej przed oczami. Pawie była na miejscu. Tu gdzieś miał czekać Alex. Wypatrywała blond czupryny ; -lecz nikogo nie widziała. Zegarek wskazywał już 21.30. Chile jeszcze czekała, gdy nagle z torebki odezwał się telefon.
-Halo?
-Tośka wiesz gdzie mieszka Karol?
-Wiem na jakiej ulicy i to wszystko.
- ponieważ słuchaj ja już tu jestem i myślę, iż możesz sama dojść. Jego dom to taki spory, żółty klocek, trudno ominąć.
- ; -lecz Alex! Ja tam sama nie pójdę!
-Dasz rade, jesteś już spora. Czekam na Ciebie do zobaczenia!
-Aggrr!!! Nienawidzę go za to!
Kolana zmieniły się w watę, a serce waliło jak młot. Była zdana tylko na siebie. Rzadko bywała na imprezach i przed każdą ma tremę, a teraz gdy jest jeszcze sama to myślała, iż zaraz straci zmysły. No horyzoncie pojawił się żółty dom, muzykę było już słychać z odległości kilkudziesięciu metrów. Chwile się wahała, - ; -lecz się nie zatrzymywała.
-Jeszcze możesz się cofnąć.- Myślała. - ; -lecz nogi szły dalej. ---zwyczajnie za bardzo się bała zrobić cokolwiek innego niż zaplanowała. Jakoś to będzie. Doszła do domu, otworzyła bramkę, która zatrzeszczała. Podeszła do drzwi i zadzwoniła. Z środka było słychać śmiechy, muzykę, krzyki. Zadzwoniła jeszcze raz, czuła się jak więzień na torturach czekający na pierwszy ból. Nie wytrzymała i nacisnęła na klamkę. Drzwi były otwarte, usiłując udawać odważną weszła do środku. Dookoła niej było mnóstwo ludzi i chyba już każdy miał na koncie co najmniej kilka piw. Wtedy w oddali śmignęła jej wysoka postać z blond czuprynką.
-Alex!
-O Tośka, doszłaś jakoś.
-Zabije Cię, iż mnie tak wystawiłeś.
-Oj przestań, wyluzuj trochę!
-Od jak dawna już tu jesteś?
-Jakieś pięć i pół piwa temu.
-Aha.
-Masz napij się, zobaczysz od razu się rozluźnisz.
I tak została znowu sama z butelką piwa w ręku. Usiadła na kanapie i powoli z nudów wypiła ją do końca. Nikogo tu nie znała i nie miała z kim pogadać, a Alex gdzieś zniknął. Wstała i poszła się przejść, trafiła do kuchni.
-Może się napijesz?
Odezwał się męski głos.
-chyba nie bawisz się za dobrze.
Tośka odwróciła się i zobaczyła, ze właśnie mówi coś do niej idealny przyjaciel jej ukochanego- Arka.
-A z chęcią wypije jeszcze jedno, nareszcie jestem na imprezie.
Głos jej drżał i nie wiedziała co ma mówić, jeśli on tu to jest i Arek także!
-Jestem Radek.
-Tośka.
Pijąc następne i następne piwo Tośka robiła się coraz bardziej otwarta i rozmowna. Gawędziła sobie z Radkiem o rzeczach istotnych i mniej istotnych co jakiś czas zadając tak pytanie aby jak najwięcej dowiedzieć się o swojej miłości.
-Jesteś tu sam, czy przyszedłeś ze znajomymi?
-Niestety kumple mnie wystawili i poszli do jakiegoś klubu, a ja wylądowałem tutaj. w ogóle jednak nie żałuje.
ale stężenie alkoholu we krwi Tośki było już za duże i ta zaczęła bełkotać i źle się czuć.
Otworzyła oczy i zobaczyła światło, migało jej ono przed oczami i czuła jak jej ręce i nagi unoszą się i zatapiają w podłożu na zmianę. Obrazy przed oczami zmieniały się jak klatki filmu, które coraz wolniej się przesuwały, aż ktoś zgasił światło w kinie.