kochasz mnie tato co to jest
Definicja: ojca, pomaga jej zapomnieć o złych chwilach i cieszyć się zyciem słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Kochasz mnie, tato?

Słownik: Historia szesnastoletniej dziewczyny, opisująca miłe wspomnienia z dzieciństwa i teraźniejszość,
która jest bardziej bolesna. Lecz prawdziwa miłość ojca, pomaga jej zapomnieć o złych chwilach i cieszyć się zyciem.
Definicja: Każdy dzień spędzony wspólnie, wygladał inaczej. Ale każdy dzień miał w sobie jedną rzecz, która się nie zmieniała i nigdy nie kończyła; która trwała wiecznie. Była to szczera i prawdziwa Miłość i pochodząca prosto z serca radość.
Odkąd moja mama zgineła w sytuacji, tata próbował dać mi jak najwięcej Miłości i ciepła. Nie próbowal zamienić się w mamę, nawet nie chciał, ponieważ bardzo dobrze wiedział iż nic nigdy nie potrafiłoby zastapić najważniejszej osoby dziecka, a w szczególności córki. Lecz mimo bólu, mimo cierpienia, nie poddawał się, dawał i robił sporo tak aby nasze życie toczyło się dalej i tak aby Miłość nie wygasła.
Mieszkaliśmy w małym domku na zachodzie Irlandii, w miasteczku Galway. Miałam dwa lata gdy mama odeszła, więc nie pamietam jej. Znam ją tylko ze zdjęć i opowieści ojca.
Była bardzo niebrzydką kobietą, czarującą. Miała przejżysty wzrok. Jej błękitne oczy były przepełnione radościa i napełnione głęboką Miłością. Miała długie za łopatki blond wlosy, długi nos i kilka piegów na policzkach. Na zdjęciach wydawała się wysoka, ale tata mowił mi iż ledwie sięgała mu do ramion. Uśmiech miała za to lekko niepewny siebie. Był szeroki i radosny, lecz było w nim coś co przygasało całą tą radość.
Nasze miasteczko, Galway, jest miasteczkiem regularnie zwiedzanym poprzez turystów, w szczególności w lecie. Ja i mój tata lubiliśmy cisze i spokój. I właśnie z tego powodu, w momencie wakacji, wyjeżdżaliśmy w inne miejsca tak aby odnaleźć cisze... Lata spędzaliśmy w szególności na wsi albo nad morzem. W moje siódme urodziny, pojechaliśmy gdzieś nad morze. Ta podróż pozowliła mi lepiej poznać ojca i historie mojej rodziny.
Gdy dojechaliśmy do hotelu, zostawiliśmy bagaże w pokoju i odrazu pobiegliśmy na plaże.
Był to mały hotel, lub raczej domek wczasowy. Miał tylko dwa pietra; było tylko pięć pokoi, jadalnia, kuchnia i na dworze był mały ogródek w którym znajdowały się chuśtawki i ślizgawki. W oddali widać było tylko drzewa, coś jakby las. Ziemia wokół była pokryta rozświetloną poprzez słońce trawą, co powodowało iż wydawała się jeszcze bardziej zielona i oślepiała. „Gdzie jest morze, tato?”. Spojrzał w strone lasu i nie odpowiedział.


Zachód słońca był zachwycająco bajeczny. Był piekny. Niebo było różowe i nie było żadnej chmury. Szum fal i lekki morski wiatr pozwolił nam się uspokoić i zrelaksować. Zapomnieć o problemach... Siedzieliśmy blisko siebie. Nie rozmawialiśmy, siedzieliśmy w ciszy wsłuchując się w odgłosy natury. Dopóki, dopóty, wiatr nie powiał mojego kapelusza do wody. Śmiałam się w niebogłosy. tata szybko wstał, rozebrał się i pobiegł do wody. Gdy cały trzesący się wyszedł, to śmiałam się jeszcze bardziej i głośniej. Nie mieliśmy ze sobą żadnego ręcznika, ani niczego czym mógłby się wytrzeć. Więc w samych majtkach, stał koło mnie trzesąc się z zimna, i czekał aż wiatr wysuszy wszystkie krople na jego ciele. Ściągnełam kurtke i podałam mu ją. „Załuż, tato, ponieważ zmarzniesz”. Ten zaśmiał się, ale odmówił. Nalegałam. „Załuż, tato, ponieważ się przeziębisz”. Znów odmówil. ale gdy miałam powtórzyc jeszcze raz, ten wziął ją i próbował założyć. Powiedział iż jest za mała. Nie rozumiałam. „Nie podoba Ci się ona, tato?” Uśmiechnął się. „Oczywiście iż mi się podoba, jest bardzo niebrzydka.” Pocałował mnie w czoło. Później powiedział iż jest za spory i zbyt gruby tak aby ją założyć. Wybuchłam śmiechem.
Więc siedzieliśmy dalej, czekając aż wyschnie. A w chwili gdy wiatr zawiał mocniej, ziarenka piasku przykleiły się do jego mokrego ciala. Zdenerwowany, strzepną je i usiadł koło mnie. Położyliśmy się i patrząc na niebo, zauważyliśmy iż staje się one coraz ciemniejsze i szare. „Będzie padać, tato, prawda?” I w chwili gdy wypowiedziałam te słowa, krople deszczu spadły na nasze buzie. Pomyślelismy iż to przejściowe, iż zaraz przejdzie. ale nie, wnet rozpadało się na dobre. Więc tato szybko się ubrał i zaczeliśmy biec w strone hotelu. „Kto pierwszy w pokoju ten król!” Śmiał się biegnąc. A ja biegłam za nim, próbojac go dogonić. Na darmo.
„Pierwsza!”, krzyknełam wbiegając do pokoju tuż po nim. Skoczyłam na lóżko. tata skoczył zaraz za mną. „Nie prawda! ponieważ ja byłem pierwszy!”. Gilgotał mnie, a ja się śmiałam jak najgłośniej tylko potrafiłam. Była dopiero osiemnasta, więc mieliśmy jeszcze troche czasu przed kolacją. „Idziemy się wykąpać, co?”; tata wstał.
„O nie!”. Zatkałam uszy i udawałam iż go nie słyszę.
„O tak! I jeśli będziemy mieli jeszcze troche czasu to będziemy mogli coś poczytać, albo coś obejżeć. Hm? Co ty na to?” Miałam dylemat.
„Dobrze, lecz w takim razie Ty idziesz pierwszy”; usmiechnełam się, tak aby go przekonać.
„Nie ma mowy. Jesteś królem i masz pierszeństwo” ; ten także się uśmiechnął, lecz to w niczym nie zmieniło mojej decyzji. „Pozwalam Ci być poprzez chwilę królem”.




***




„Jestem!”, krzyknełam wchodząc do domu. ale odpowiedziała mi cisza. Widocznie tata gdzieś wyszedł. W sumie to się ździwiłam, ponieważ dziś sobota, a soboty z reguły spędzaliśmy wspólnie. lecz pomyślałam iż może coś mu wypadło i iż zadzwoni do mnie później. Więc nie martwiąc się, poszłam do kuchni i włożyłam pizze do piekarnika. tak aby czas mi minął szybciej czekając na jedzenie, wziełam gazetę i pogrążyłam się w czytaniu. A iż nie znalazłam w niej nic ciekawego, to ją odłożyłam i spojrzałam poprzez okno.
Na dworze było ciepło i ładnie. Słońce świeciło wysoko, a niebo było błękitne, pozbawione jakiejkolwiek chmury. Wysoko, zauważyłam kilka latających ptaków. Wiatr lekko kołysał drzewa. Wydawało się iż tańczyły one wspólnie z tymi ptakami w rytmie muzyki której ja nie mogłam dosłyszeć. Ten obraz przypomniał mi, gdy byłam młodsza jak stawałam w ogródku i tańczyłam jak te drzewa. Unosiłam ręce i kołysałam się na boki jak one. tata mi mówił iż wyglądam jak kwiatek. „Jaki kwiatek?”, spytałam. „niebrzydki kwiatek”, odpowiedział. „A wiele jest takich niebrzydkich kwiatków?” Spojrzał na mnie własnymi błękitnymi oczami. „Nie, jesteś jedynym”. Wyciagnął ręce w moją strone i podbiegłam do niego. Moja biała sukienka w fioletowe kwiatki powiewała do góry gdy biegłam. Przytuliłam się do niego mocno. „Kochasz mnie, tato?”. Ten uśmiechnął się i powiedział: „Najmocniej na świecie”.
Wnet, usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, trzasneły tak głośno iż aż podskoczyłam i odrazu powróciłam do rzeczywistości. „To ty, tato?!”. Nie odpowiedział. Pochyliłam się na krześle tak aby spojrzeć do przedpokoju. On stał, schylony i oparty o szawke. Zerwałam się z krzesla i podeszłam, prawie iż podbiegłam do niego. „W porządku, tato?”. Nie odpowiedział. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nie rozumiałam co się dzieje. Co się mogło stać? Podeszłam więc do niego bliżej i złapałam go za ramię. Cały się trząs. To wbudziło we mnie jeszcze większy strach i niepokój. Odepchnął mnie. Miałam ochotę krzyczeć i płakać równocześnie.
A to co następuje, nigdy nie potrafiłabym sobie tego wyobrazić. To jak koszmar. To było niemożliwe. To nie był mój tata.



Zaczeło się od krzyków. tata chodził nerwowo po salonie i mówił coś niezrozumiale. Powiewał od niego zapach alkocholu. Był pijany. Lekko czy mocno, to nie miało chyba znaczenia. I tak nie był sobą. Stałam w drzwiach i patrzyłam na niego. „Powiedz co się dzieje, tato”, mówiłam prawie iż poprzez łzy. Okropnie się bałam! Nie wiedziałam co robić. Bałam się podeść do niego, ponieważ bałam się iż znów mnie odepchnie. Bałam się powiedzieć cokolwiek, ponieważ bałam się iż zacznie krzyczeć. Więc stałam nieruchomo, czekając aż on coś zrobi albo powie. Kim jesteś, skoro nie jesteś moim ojcem? Chciałam tak aby to się już zakończyło, żebym obudziła się z tego potwornego snu. Chciałam tak aby wszystko było jak zawsze. ale to trwało całyczas. I miałam wrażenie iż już nigdy się nie skończy. Najgorsze było to, iż on coś mówił a ja nie rozumiałam ani jednego słowa. Tak jakby mówił w innym języku, ale nie, mówił w moim języku a mimo wszystko niczego nie rozumiałam.
Pozwoliłam łzom spłynąć po moich policzkach i spaść na podłogę. Miałam ochote przytulić się do niego i szepnąć mu do ucha: „Nie płacz, tato. Wszystko będzie dobrze.” Tak, on także płakał, i właśnie z tego powodu niczego już nie rozumiałam. „Dlaczego?”, mówił przez łzy. Dlaczego co? Nic już więcej nie powiedział. A ja nadal stałam w drzwiach cała osztywniała, patrząc jak płacze. Po chwili milczenia, poczułam iż się uspokoił. Więc podeszłam powoli i usiadłam w okolicy niego. „Połż się, tato. Poczujesz się lepiej”. Posłuchał mnie i położył się na kanapie. Przykryłam go kocem i wstałam. I w chwili gdy wycierałam łzy, poczułam zapach spalonego ciasta. Pizza! Pobiegłam szybko do kuchni i wyłaczyłam piekarnik. I na mój pech, pizza była cała czarna. Więc ją wyrzuciłam i weszłam po schodach do pokoju. Po dzisiejszej sytuacji i tak nie byłam głodna.
Leżąc w łóżku, nie mogłam zasnąć. Myślałam o dzisiejszym wieczorze. Przed oczami miałam obraz pijanego ojca, odpychającego mnie na bok. Nic nie rozumiałam, lecz postanowiłam iż poczekam do jutra. Popłakałam jeszcze chwilę, a później zasnęłam.




***




„Co tj. grzech, tato?”, spytałam któregoś wieczoru, tak poprostu.
„Grzech?”, powtórzył. Mojego ojca zawsze zaskakiwały moje nagłe i niemające żadnego związku z danym tematem pytania. Zastanowił się chwilę, po czym rzekł: „Grzech tj. czyn wykonany wbrew Bogu.”
Nie rozumiałam. Miałam szcześć lat i nie wiedziałam kim jest Bóg. „Ty jesteś Bogiem, tato?” Na te słowa tata się zaśmiał, a ja nie zabardzo rozumiałam dlaczego.
Mieszkaliśmy w małym domku i mieliśmy swój kawałek trawy. Nie był on mały, ponieważ mieściły się w nim moje zabawki, piaskownica, i namiot w którym spaliśmy co jakiś czas gdy było ciepło i przyjemnie nawet w nocy. Dziś własnie był taki dzień, nie było ani gorąco, ani zimno. Było w sam raz. Leżeliśmy w ogródku i patrzyliśmy na ściemniające się powoli niebo. Nie było jeszcze żadnej gwiazdy, lecz księżyc za to był lekko widoczny. Wyglądał jak rogalikowa chmura. Nie był jeszcze oświetlony poprzez słońce.
Złapał mnie za ręke i odpowiedział: „Nie, ja nie jestem Bogiem”.
„No lecz gdy cię nie słucham i robie po swojemu, to robie coś wbrew Tobie, prawda? To oznacza iż Ty jesteś Bogiem?” Patrzyłam na niego zdziwiona.
„Nie, nie.” Mówił poprzez śmiech.”Grzech tj. np. okłamać albo oszukać kogoś, albo zabić osobe. To powinno być karane.”
„Więc kim jest ten Bóg? Jest on człowiekiem tak samo jak my? Jaki on jest?”
„Bóg jest niewidoczny dla naszych oczu, lecz czujemy go w sercu. Tak jak wiatr, czujesz go a nie widzisz. Tak samo jest z Bogiem, czujesz jego miłość lecz go nie widzisz.”
„A ty go widzisz, tato?”
„Jak wszyscy ludzie, nie widze go, lecz czuje.” Wszystko mi się zmieszało, nie rozumiałam już niczego. Postanowiłam pomilczeć troche i posłuchać szumu wiatru. lecz wkońcu nie wytrzymałam i rzekłam:
„A mama jest Bogiem?” Znów się zaśmiał. później poprzez śmiech powiedział: „Nie, mama nie jest Bogiem.”
A ja ciągle niczego nie rozumiałam. „ lecz jej nie widzę, a czuję”.
„Mama jest twoim Aniołem Stróżem, który jest pod opieką Boga.”
Nikt nic juz nie powiedział. Spojrzeliśmy na ciemne juz niebo. Było bardzo wiele gwiazd. Zdawało się iż ktoś wyrzucił na niebo paletke cekinów. Wszystkie migotały. Tak jakby mrugały do mnie.
Zastanawiałam się, gdzie jest teraz moja mama, co teraz robi i o kim albo o czym myśli. Może myśli o mnie?
„ wiele dziś gwiazd, prawda tato? One nie śpią?”
„Nie, one nie śpią. Może śpią w dzień tak aby w nocy mieć ; wiele siły na pilnowanie dzieci tak aby miały niebrzydkie sny.”
„A czemu jest ich aż tak ; wiele, tato?”
„Hm...”; zamyślił się. „Każda gwiazda jest duszą człowieka który poszedł do nieba.”
„A która to mama?” Nie odpowiedział. Spojrzałam na niego, i miałam wrażenie iż miał łzy w oczach.
„Mama jest zawsze blisko Ciebie.” Rzekł, po czym wstał i wszedł do namiotu.
Ja zostałam jeszcze chwile leżąc i patrząc na niebo i na gwiazdy. Było ich naprawde mnóstwo. Wtedy dopiero zrozumiałam mojego ojca, gdy mówił iż mama jest zawsze blisko mnie. Ona jest naprawde wszędzie.
Gdy weszłam do namiotu, zobaczyłam iż tata leży z zamkniętymi oczami. Nie wiedziałam czy juz śpi, czy nie. Usiadłam koło niego i patrzyłam jak łzy spływają mu po policzkach i spadają na materac.
„A ten Bóg, tato, on mądry jest?”




***




Rano obudziłam się bardzo wcześnie. Ździwiłam się, patrząc na zegarek; była ósma. Za wcześnie. A obudziły mnie naczynia, chodząca pralka i grające na dole radio. Słyszałam jak tata sobie podśpiewuje.
Gdy ubierałam szlafrok, tak aby zejść do niego do kuchni i śpiewać z nim robiąc śniadanie- jak to robiliśmy regularnie- przypomniało mi się to o czym wolałabym nie pamiętać. ; lecz cóż, stało się i musiałam jakoś z tym żyć.
I nagle odechciało mi się schodzić na dół, śmiać się i śpiewać wraz z nim. Momentalnie, cała radość wygasła. Więc usiadłam spowrotem na łóżko. Nie potrafiłam tak poprostu, jakby niby nic, zejść na dół i normalnie z nim rozmawiać. Nie potrafiłam udawać. ; lecz wiedziałam także iż nie potrafiłabym wykrztusić z siebie słowa. Nie potrafiłabym zacząć rozmowy pierwsza. ; lecz czy on w ogóle pamięta ? jeśli tak, to nie chce rozpoczynać rozmowy. jeśli nie, to tym bardziej.
Postanowiłam więc, iż się nie poddam i zejde na dół i będe robić tak jakby wczorajszy incydent był snem. Będzie chciał pierwszy zacząć- to zacznie; będzie chciał przeprosić- to przeprosi.
Więc wstałam i zeszłam po schodach. Z każdym kolejnym krokiem serce biło mi jeszcze mocniej, a muzyka która grała głośno, dudniła w jego rytmie. Wziełam głęboki wdech i weszłam do kuchni.
„Cześć, tato”; powiedziałam
Odwrócił się przestraszony i zarazem zaskoczony.
„Dzień dobry, Olu”, spojrzał na mnie i się uśmiechnął. „Wyspałaś się? Czy obudził cię mój jakże piękny głos?”.
Zaśmieliśmy się. Nie odpowiedziałam. Zobaczyłam iż nakrył już do stołu. Zrobił jajecznicę. Na stole były dwa talerze, kwiatki w dzbanku zerwane w naszym ogródku i świeczki. Czy to przeprosiny? ale intucija mówiła mi co innego.
tata był napełniony radością. Mieszając jajka na petelni śpiewał i tańczył równocześnie. Obkrecał się dookoła, tak jakby z kimś tańczył. Byłam bardzo ździwiona jego zachowaniem. Przed oczami miałam wczorajszy wieczór, a tu proszę, wystarczyło dwanaście godz. tak aby tata odnalazł siebie. A może pamiętał i było mu niemądrze i wolał zapomnieć? W każdym bądź razie, ja nie poruszałam tematu.
„No to siadamy do stołu!”, powiedział (prawie iż krzyknął) radośnie.
Nałożył jajecznicę na talerze, nalał herbaty, po czym usiadł. Siedzieliśmy na przeciwko siebie- jak zazwyczaj. Jedliśmy w ciszy. ale po jakimś czasie ta cisza zaczeła być niepokojąca. Nie wytrzymałam juz dłużej, więc spytałam troche niepewnie: „Coś się stało, tato?”. Ten spojrzał na mnie zaskoczony chyba moim pytaniem. „A co się miało stać?”, wykrztusił. No i wpadłam jak śliwka w kompot. Połknełam kawałek chleba i po chwili rzekłam: „Wstajesz bardzo wcześnie rano, co ci się żadko zdaża, robisz śniadanie, śpiewasz nie mniej jednak mnie budzisz, nakrywasz do stołu zestawem jakiego do chwili obecnej nigdy nie widziałam, wkładasz do dzbanka kwiatki zerwane w ogródku, zamiast położyć jak zazwyczaj sztuczne i bez końca się uśmiechasz, nawet patrząc na talerz się śmiejesz. To chyba coś się stało?”. Juz sama nie wytrzymałam ze śmiechu. Ten patrzył na mnie uśmiechając się i zaciekawiony moimi słowami. Miałam wrażenie iż coś przedemną ukrywa. Zaczeliśmy znowu jeść. Po chwili, poczułam jego wzrok na mnie, więc podniosłam głowe i zanim coś powiedziałam, on rzekł: „Dziś są twoje urdziny, Olu.” Mina mi zrzędła. Czułam jak uśmiech opada, a usta nie tworzyły już rogalika, ale prostą linię. Zaniemówiłam.


Patrzyłam na niego zaskoczona i poczułam jak usta same układają się w uśmiech. Miałam ochote się zaśmiać z samej siebie. Jak mogłam nie wiedzieć? tata wstał i podszedł do mnie, po czym się schylił i mocno mnie przytulił. „Wszystkiego najlepszego, Olu!”, krzyknął mi do ucha. Wybuchliśmy głośnym i radosnym śmiechem. także wstałam i się mocno do niego przytuliłam. „Dziękuję ci, tato.”, powiedziałam poprzez łzy.
„Siadajmy, ponieważ śniadanie nam wystygnie.”. Uśmiechnął się. Więc siedliśmy i dokończyliśmy jedzenie.
Dziś skończyłam szesnaście lat. Mija czternaście, jak moja mama odeszła i jestem sama z tatą. Gdy skończyliśmy jeść, poszliśmy do ogródka, jak to robiliśmy zawsze w moje urodziny.
Słońce świeciło wysoko, było bardzo ciepło. ; lecz wiał tez lekki letni wiatr. Niebo było błękitne i nie bylo na nim żadnej chmury.
Zerwałam kwiatka, był to mleczak, i wyrywałam po kolei wszystkie płatki. I przypomniało mi się, gdy w moje szóste urodziny, siedzieliśmy w tym samym miejscu i zerwałam stokrotke i wyrywałam płatki tak samo jak teraz. Biegałam po ogródku i skakałam do góry próbując dotknąć nieba. Wyrywałam jeden płatek i podskakując, krzyczałam: „Kocha!”, wyrywałam kolejny i znów podskakując, śmiałam się: „Nie kocha!”. I tak po kolei, aż do ostatniego płatka.
Tato siedział na trawie i patrzył się na mnie z zachwytem, całyczas się uśmiechając. Gdy wkońcu został mi ostatni płatek, wyrwałam go i podskoczyłam najwyżej jak tylko potrafiłam, i wyrzucając wszystkie zerwane płatki do góry, krzyknełam: „Kocha!”. później podbiegłam do niego i przytuliłam się mocno, po czym spytałam: „Kochasz mnie, tato?”. Ten uśmiechnął się i odpowiedział: „Najmocniej na świecie.”
Teraz siedząc w tym samym miejscu dziesięć lat później, byłam pewna iż gdybym zadała mu to samo pytanie, odpowiedziałby mi tymi samymi słowami. ponieważ kochał mnie faktycznie.
I wtedy zrozumiałam, przypominając sobie poprzedni wieczór, iż każdy ma prawo do błędów i postanowiłam nigdy nikomu o tym nie mówić i będe to traktować jako niedobry sen