ateista, antykatolik, katolik, antywszystko

Definicja: Wielu katolików wojuje z innymi wyznawcami, bądź jak w temacie ateistami słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Ateista czy antykatolik? Katolik czy antywszystko?

Słownik: Zastanawiające to jest ilu ludzi nazywa się ateistami, gdzie okazują się potem wojującymi przeciwnikami kościoła. To działa
również w drugą stronę. Wielu katolików wojuje z innymi wyznawcami, bądź jak w temacie ateistami.
Definicja: "Ateista - człowiek odrzucający istnienie Boga i sił nadprzyrodzonych". Lecz czy to znaczy wojnę z kościołem?


Ateiści żądają, od katolików, szanowania ich poglądów, regularnie zapominając, iż szacunek powinien działać obustronnie.


Okazujemy się sporo razy hipokrytami. Wymagamy od innych tego czego sami od siebie wymagać nie chcemy. Czemu się tak dzieje? Czyżby jakaś myśl, iż jesteśmy lepsi i to co my myślimy jest w porządku, a to co inni niecałkiem "ok"?



Zastanawia mnie podejście ludzi, którzy podpisują się pod jakąś nazwa (na przykładKatolik,ateista). Tak bardzo chcą przekonać ludzi do swojego myślenia i postrzegania świata. Czemu nie możemy zaakceptować innego myślenia? Wydaje mi się, iż to jest problem wielu ludzi. Ludzi, którzy myślą, iż są "ponad podziałami"? Nie wiem gdzie jest podłoże tego problemu, lecz wydaję mi się, iż tkwi to w naszym zbyt wysokim mniemaniu o sobie i mysleniu, iż "moje jest lepsze".
Zwykle, (nie zawsze,ale w większości takich przypadków) kiedy spotyka się np: Katolik z ateistą próbują się nawzajem przekierować. Dyskusja oparta na wymienianiu argumentów, czyja racja jest bardziej "mojsza,niż twojsza".

Moje pytanie brzmi: Czy nie można szanować czyjegoś poglądu i nie dyskutować, kto jest lepszy i "lepsze" wyznaje? Zawsze słychać pytanie: lecz czemu nie wierzysz? Albo: Czemu wierzysz skoro nic to nie daje, tego nie ma, a religia to bujda? Po takich pytaniach
zwykle nabieramy postawe odpowiednią do walki, ponieważ ktoś nas "atakuje". Rozpoczyna się "jatka" na słowa.



Osobiście jestem osobą niewierzącą i niestety za moje poglądy nie raz przyszło mi cierpieć,a co najciekawsze cierpienie od strony katolików. Podobno katolicy mają miłować i nie gardzić innymi. Nie uogólniami tu, iż wszyscy katolicy nie szanują, tak samo jak nie uogólniam, iż żaden ateista nie szanuje bądź szanuje.

Mam grono znajomych ateistów i przewarzająca część z nich przy zetknięciu z katolikiem "obnaża" "słabości" kościoła i zastanawia mnie, co to ma na celu?
Ja szanuję poglądy znajomych katolików, którzy są wierzący, ponieważ każdy czuje i uważa inaczej. Jeżeli mają potrzebę się modlić to w porządku, nie muszę tego podwarzać. Nie muszę podwarzać sensu tego co robią.

Myślę, , iż wiara to coś osobistego, coś co się czuję albo nie. I nie można przekonać kogoś do wiary słowami. Coś się musi wydarzyć.



To samo odbywa się z księżmi. Jedni wyklinają mnie od szatana i kropią wodą święconą, a inni szanują moje poglądy.
Najwspanialszym dowodem na to, , iż wojowanie nie jest nikomu potrzebne jest przyjaźń ateisty z księdzem.
Mimo, , iż wiem, co wyznaje ksiądz ja przecież wiem jakim jest człowiekiem na codzień. Jego wyznanie nie może mi przesłaniać jego osoby. Z jego strony jest także wielki szacunek w moją stronę i to pokazuję nam, , iż każdy wierzy w to co wierzy i bez sensu jest podwarzać czyjeś wyznania, które, bądź co bądź, dotyczą sfery osobistej.

Jedni radykalni katolicy patrzą na mnie z pogardą i nie chcą się ze mna zadawać, przy tym atakując mnie milionem pytań i twierdzeń związanych z wiarą. Inni zaś w ogóle nie mają zamiaru mnie nawracać. Widzą czym się kieruję i szanują za to jak działam, a nie za to co wyznaję. I czy tak nie może być zawsze?




Jeszcze poprzez długi czas wielu z nas będzie kryło własne wyznanie, albo otwarcie o nim mówiło, niekiedy zbierając za to chłostę.