razy marzenie co to jest
Definicja: zostałam a ona odeszła słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Sto razy marzenie

Słownik: Nie rozumiałam, co to oznacza śmierć kliniczna. Teraz To rozumiem. Wtedy miałam 7 lat, teraz mam, 15 lecz dalej nie mogę zrozumieć, dlaczego ja zostałam a ona odeszła (...)
Definicja: Nie rozumiałam, co to oznacza śmierć kliniczna. Teraz To rozumiem. Wtedy miałam 7 lat, teraz mam, 15 lecz dalej nie mogę zrozumieć, dlaczego ja zostałam a ona odeszła.
Nie lubię o tym mówić, lecz mój smutek totalnie mnie ogarnia, sięga dna i nie odbije się, ponieważ jest z betonu. Muszę, więc rozłożyć go na kartkach papieru, ponieważ w inny sposób nie poradzę sobie z nim. Mój smutek jest jak może w słoiku… Szumi, dlatego wiem, iż jest i to nie daje mi spokoju, wydaje mi się, iż zaraz się wyleje i zaleje cały świat. Więc piszę, piszę, piszę. A kiedy ten cały, ogromny atramentowy smutek opróżnię uśmiechnę się i będę wlewać do niego szczęście.
Były moje urodziny, tato zaproponował, żebyśmy pojechali na wakacje nad morze. Ucieszyłam się, dzieci lubią morze. Za dwa tygodnie wyjechaliśmy. Miało być pięknie, nawet bardzo. Wsiedliśmy całą rodziną do auta, który został doszczętnie zniszczony po 2 godzinach jazdy. Nie pamiętam sporo, miałam wstrząśnienie mózgu…
- Tatusiu, a czy kupisz mi watę cukrową jak będziemy na miejscu?
- Oczywiście skarbie.
I uradowana biegłam do mamy, siadałam jej na kolana i chwaliłam się, iż będę chodzić po plaży z ogromną watą cukrową w dłoni a inne dzieci będą mi zazdrościć.
Wzięłam kredki, ukochanego misia i cukierki od babci. Wsiadłam do auta, siostra krzyczała, żebym się posunęła, ponieważ się nie zmieści. Denerwowałam się, ponieważ mój misiek nie miał gdzie siedzieć.
- Uspokójcie się dziewczynki
- Mamo ona nie chce dać mi cukierka!
Ruszyliśmy zadowoleni, iż za kilka godz. będziemy na miejscu. Moja starsza siostra dalej nie rozumiała, iż mój misiek był wtedy całym moim życiem. Kłóciła się, iż on nie może siedzieć w okolicy mnie, ponieważ przeszkadza. Mama co chwile nas upominała, tato się śmiał. Włączył radio. Śpiewaliśmy. Wszyscy zapomnieli o moim misiu, ja także, spadł na podłogę. Leżał smutny i przewracał się na bok, kiedy tato hamował. Wtedy tata pytał, czy dobrze się czuje, ponieważ miałam chorobę lokomocyjną.
Nagle ogromny hałas uderzył mi do uszu, nie pamiętam co się stało, wiem, iż zderzyliśmy się z innym autem czołowo. Nie wiem ile to wszystko trwało, sekundę, minutę czy cały dzień. Pamiętam tylko, iż obudziłam się w szpitalu i zapytałam:
- Gdzie ja jestem?
Nikt mi nie odpowiedział, zaczęłam płakać, myślałam, iż przyjdzie do mnie mama jak wtedy, kiedy płakałam, ponieważ przyśnił mi się koszmar, lecz dalej byłam sama. Płacząc zaczęłam szukać mojego miśka w pościeli, znalazłam tylko rurkę, byłam podłączona do kroplówki. Te dzieci w okolicy mnie dziwnie się na mnie patrzyły, mama jednego z nich poszła po pielęgniarkę. Zapytałam:
- Gdzie jest mój misiek?
I zasnęłam z zaschniętymi łzami na policzkach. Pamiętam tylko jak ktoś poprawił mój koc. Na kolejny dzień przyszła do mnie moja starsza siostra. Miała złamaną rękę, przyniosła mi czekoladę, nie miałam definicje skąd wzięła białą czekoladę, zjadłam ją ze światełkiem w oczach, o nic nie pytałam. Bałam się odpowiedzi, Marta wciąż u mnie siedziała. Śmiała się, ponieważ jej sąsiadka w pokoju gadała poprzez sen, iż nie zje żadnego szpinaku.
Ok. godziny 14 przyjechała nasza babcia, przywiozła nam nowe zabawki i słodycze,
cieszyłam się, iż ją zobaczyłam, ponieważ ma takie oczy jak moja mama.
- Babciu, dlaczego mama do mnie nie przyszła?
- Myszko, mama teraz śpi. Jest zmęczona
- A kiedy się obudzi? – zapytałam
Nie odpowiedziała. Wyszła, powiedziała, iż musi pójść coś załatwić z lekarzem. Siostra powiedziała mi, iż babcia później płakała w łazience. Marta także nie wiedziała, iż nasza mama jest w śpiączce a tata nie może chodzić.
Na kolejny dzień przyszedł do mnie pan policjant, przyniósł mi lizaka i wypytywał o sporo rzeczy, lecz ja nic nie pamiętałam, później przyszli lekarze, powiedzieli, iż wczoraj także byli, lecz spałam i iż jutro także przyjdą. Nie miałam już podłączonej kroplówki. Babcia wzięła mnie i moją siostrę do taty, ucieszyłam się. Pokazałam mu mojego nowego misia, którego dostałam od babci.
- Jest bardzo śliczny kochanie.
Nie wiedziałam, iż przypomina mu go mojego starego misia, poprzez którego moja mama była w tak niedobrym stanie, chciała go podnieść z podłogi, musiała odpiąć pasy, odpięła. lecz później leżała na drodze, później w łóżku na pustej sali. A teraz leży w ziemi…
Po dwóch tygodniach wyszłam z siostrą ze szpitala, wtedy jeszcze miałam głęboką nadzieje, iż mama niedługo wyjdzie i dalej będzie nam robić kanapki do szkoły, tata wypisał się po trzech dniach za nami. Do dzisiaj jeździ na wózku, wtedy zamieszkaliśmy u babci, ponieważ mieszkała w domu, a przecież inwalidzie lepiej jest poruszać się w domu niż w małym mieszkaniu. Odwiedzałam raz w tygodniu mamę, mówiłam do niej:
- Mamo, nie musiałaś podnosić mojego misia, mam już nowego, tylko popatrz.
I wtedy zawsze moja babcia miała łzy w oczach.
Po jakimś czasie moja mama zasnęła na dobre. Nikt mi nie powiedział, iż leży w trumnie. Na pogrzebie nie płakałam, pytałam się wciąż gdzie jest mama. Ktoś odpowiedział, iż w niebie. Nie martwiłam się, babcia mówiła, iż to dobre miejsce.
Teraz płacze, wylewam mój smutek. Nigdy o tym nikomu nie opowiadałam. Kiedy ktoś zapyta się czy to prawda, iż moja mama umarła w sytuacji samochodowym bez wyrazu odpowiadam mu:
- Tak. To prawda.
- Bardzo mi przykro.
Dlatego nienawidzę, kiedy w filmach jest wypowiadane to zdanie. „Bardzo mi przykro”. Kiedy ktoś kieruje te słowa do mnie jest mi lżej na sercu, chociaż wiem, iż kiedy ktoś to do mnie mówi prawdopodobnie nie czuje nic. Wtedy płacze w sercu, ponieważ na zewnątrz mi wstyd, lecz to dobrze, ponieważ moje serce powoli staje się lżejsze.
Kiedyś moja ciocia powiedziała, iż mam takie same wesołe oczy jak moja mama. Poszłam nad rzekę i rzucałam kamyki do wody. Na kolejny dzień nie poszłam do szkoły, ponieważ bałam patrzeć się poprzez oczy mojej mamy.
Pisze o tym, ponieważ przyśniło mi się dzisiaj, iż to ja podnosiłam miśka a Kaśka krzyczała „Uważaj!”. Obudziłam się, płakałam poprzez sen. Nie wiedziałam, iż znów może spotkać mnie ten ból, iż znowu może się coś takiego stać.
Po południu czekałam na telefon od mojej przyjaciółki, nie zadzwoniła, więc sama wykręciłam jej numer i czekałam na połączenie, odebrała jej mama:
- Patrycji nie ma.
- A kiedy wróci?
Odpowiedziała mi cisza…
- Halo!
- Patrycja jest w szpitalu…
- W którym?
I pojechałam do niej. Była sobota Patrycja leżała w śpiączce. Modliłam się, tak aby się obudziła. Każdego dnia u niej byłam, przeszedł tydzień, wiele do niej mówiłam. Kiedyś powiedziałam, iż nie musiała podnosić tego miśka, ponieważ już nie jestem dzieckiem. Nie wiem, dlaczego to powiedziałam, wyszło tak samo z siebie. Z rozpaczy.
sporo myślałam o tym, iż historia lubi się powtarzać.
Teraz już wiem, iż zawsze jest inna.
Patrycja obudziła się, kiedy byłam w szkole, jej mama do mnie zadzwoniła, znała moją wcześniejszą historie, wiedziała, iż bardzo się martwię. Zwolniłam się z zajęć i pobiegłam do szpitala. Wpadłam do Patrycji, uśmiechała się. Mówiła, iż się jej śniłam jak mówiłam, iż nie musiała podnosić tego miśka, ponieważ nie jestem dzieckiem.
Zaśmiałam się. Dziękowałam Bogu, iż wysłuchał moich modlitw.
Nie rozmawiałyśmy sporo, cieszyłam się z tego, iż mogę patrzeć się na nią a ona może patrzeć się na mnie, moja przyjaciółka już nie spala, obudziła się. I nie miała zamiaru zasypiać na dłużej, wspaniale się z tym czułam.
Po tym zdarzeniu minęły już dwa miesiące z Patrycją spotykam się każdego dnia i nigdy nie mówimy o tym jak to było. Nie interesuje mnie to, może kiedyś o to zapytam, kiedy ją widzę cieszę się, iż nie pytałam gdzie jest na jej pogrzebie, ponieważ nie ma jej w ziemi, jest na niej.
Ostatnio wyciągnęłam mojego miśka z pudełka na strychu i teraz z nim śpię, jak wtedy w szpitalu, już nie dostrzegam w jego błyszczących oczkach smutku, widzę radość, pogodziłam się z tym, iż mojego starego miśka nie ma i iż zginą tak jak moja mama, wiele o niej myślę. A później rozmyślam o Patrycji. Ciekawiła się kiedyś, jak tj., czy słyszy się to, co inni mówią do śpiącego. Teraz już wie. Uśmiecham się kiedy o tym myślę, Patrycja kiedyś zostanie lekarzem. ponieważ tak chce, to jej ogromne pragnienie, wybudzać innych ze snu…
Bez słowa mijamy wspólnie ten szpital, w którym leżała, kiedy idziemy i wracamy ze szkoły. Rzucamy w rozmowach to zdanie: „Nie musiałaś podnosić tego miśka, nie jestem już dzieckiem”, cieszymy się, iż żyjemy, iż się śmiejemy i iż mamy wszystkie zęby.

Mój tato dalej żyje na wózku, lecz teraz cieszy się z tego, iż musi wiecznie siedzieć i iż nie musi wiecznie leżeć w łóżku, wiele żartuje, ma wiecznie uśmiech na twarzy, kiedy się na niego patrzę wydaje mi się być wzorem i chce uśmiechać się do końca życia. lecz nie zapomniał o mamie. Moje koleżanki zawsze mówią, iż mam fajnego ojca, ja mu to powtarzam a on układa nowy dowcip.
Moja siostra do dzisiaj nie lubi jeździć zielonymi autami, ma chłopaka i chodzi do dobrej szkoły, cieszy się każdą chwilą. Mówi, iż życie to strumień górski, którego nie można zaśmiecać smutkiem. także tak sądzę.
Moja Babcia dalej mieszka z nami, pomaga nam w wielu kwestiach. Zastępuje naszą mamę, bardzo nas kocha. Bardziej niż swojego kota, którego ma od tamtego czasu i robi nam pyszne kanapki do szkoły.
Moja rodzina zawsze spędza Wigilie wspólnie, nie wspominamy o tym, co kiedyś było złe, wspominamy te dobre chwile i kiedy ktoś wspomni o mamie nikt już nie płacze, wszyscy się uśmiechamy i wspominamy wspólnie. Nie zapomnieliśmy o tym, iż mama umarła, lecz nie mówimy o tym wciąż. Kochamy się i staramy się sobie nawzajem pomagać.
Ból odszedł z czasem, teraz szukamy nowego życia.
Chce kiedyś zamieszkać nad morzem, wtedy będę patrzeć się w lustro i wyobrażać sobie, iż to patrzy się na mnie mama, kupie sobie ogromną watę cukrową, będę chodzić z nią po plaży. Wezmę w rękę smycz z kudłatym psem, podzielę się z nim chmurką cukru i pobiegniemy w stronę zachodzącego słońca, kiedy napełnię mój słoik ze szczęściem namaluje na nim kolorowe kwiaty i wezmę kolejne szkło po kiszonych ogórkach, będę w nim topić nowe szczęście aż nareszcie się zapełni i na nim również namaluje piękne kolorowe kwiaty. Kiedy będę mieć tych słojów wystarczająco sporo, wtedy wszystkie je zakręcę, postawie na półce na moim strychu w domku nad morzem i każdego dnia będę wspominać wszystkie dobre chwile.

sporo razy zastanawiałam się co było powodem wypadku, pamiętam, iż tato jechał po prawidłowej stronie jedni, chyba był jakiś mechanizm. Nie wiem, nie pamiętam. Ciekawi mnie to, lecz nie chce o to nikogo pytać. Boje się, iż wspomnienia wrócą jak czarny nietoperz, będą łapać muchy szczęścia i powoli je zjadać.
Kiedyś śniło mi się, iż idę czarnym tunelem a na końcu przy świetle stała czarna postać, myślałam, iż to moja mama, zaczęłam biec, lecz nie mogłam ruszyć się z miejsca, jakbym miała ogromne buty klauna na stopach. ponieważ ja także kiedyś odejdę, lecz nie będę podnosić jakichkolwiek miśków. Kiedyś podniosłam agrafkę, mam ją w zielonym pudełku od zapałek, kiedy będę dorosła zepnę nią dwa problemy. Wtedy będę mieć tylko jeden, rozwałkuje go wałkiem, zrobię różową wstążkę i zawiąże nią włosy mojego dziecka, wieczorem rozwiąże tą piękną różową kokardę i będę się cieszyć, iż rozwiązałam kolejny problem.
Szkoda tylko, iż niektóre marzenia się nie spełniają…

PS. Mam już trzy tys. obrazów chmur w głowie. Kocham je oglądać. Jedna przypomina mi białego misia, z którym śpię