życia portierni ukryta sprawa co to jest
Definicja: Wspomnienia z zycia na pewnej polskiej portierni jakich sporo słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Z życia portierni I- Ukryta sprawa zepsutego sprzętu...

Słownik: Wspomnienia z zycia na pewnej polskiej portierni jakich sporo.
Definicja: Z samego rana na naszej portierni, nagle i nieoczekiwanie powstał niezmierny problem. Niby to błahy i niewiele istotny, lecz jakże zauważalny. Otóż okazało się, iż ktoś złamał antenę od przenośnego radyjka tranzystorowego. Takiego na baterie. Radio małe, niewiele warte ponieważ parę groszy jego wydatek, no lecz było jednak własnością prywatną jednego z pracowników naszej portierni, jednego z kolegów. Uszkodzenie także nie ogromne, ponieważ tylko antena urwana, jak przyłożyć do radia to grało aż miło. I miło oczywiście chwilę na służbie umilało, nareszcie taka rola radia na portierni. I to okazało się właśnie niejako źródłem problemu. ponieważ radyjko poprzez nikogo nie ruszane ,grało sobie w idealne i wiadomości z państwie i ze świata wpajało w nasze znudzone głowy poprzez sporo dni, aż do momentu, gdy właściciel nie postanowił sobie zabrać owego urządzenia, tym samym demaskując ukrytą za niewiedzą społeczeństwa zbrodnię! Co się okazało, od Świąt, tj. od ok. szesnastu dni, dni długich niczym lata, z przełomem zmiany roku, radyjko nie było ruszane i nikt uszkodzenia, wady , defektu nie widział. A jak widział to nie pytany nie stwierdzał na forum, kwestii owej nie przedstawiał, ot nie ruszał problemu ponieważ i po co i na co i bez sensu. Uszkodzenie było, trwało w swym stanie poprzez nikogo nie poruszane, w tym stanie się utwierdzało. Nikt nie kwapił się naprawić , nikt nie kwapił powiadomić właściciela. Może nie wszyscy wiedzieli jak naprawić? Może nie wszyscy wiedzieli kogo to radio, wszak robota na portierni ma to do siebie, iż nie zawsze wszyscy naraz czy nawet poprzez miesiąc, z załogi się widują. Normalne i zrozumiałe. Problem nieświadomie narastał… Kiedy właściciel, kolega i współpracownik, odkrył zniszczenie… konsternacja… nikt nic nie wie, nie widział. A było nas przy tym ujawnieniu fakty, prawdy dużo! ponieważ i zmiana nocna i dzienna się wymieniała, i służba parkingowa zawitała akurat na kawę przed robotą. Normalny poranek dnia jak co dzień z dnia dziennie, nagle rozdarty bezdusznie choć fachowo i … poprawnie, jednym, niewinnym, nienagannym pytaniem: ”co się stało z tym radiem?” , w domyśle, kto zepsuł, dlaczego nikt mi nic nie powiedział? No i się zaczęło, ponieważ zacząć się musiało… sprawy nie załatwione, skrywane, nie ujawnione przecież i tak wyjdą na wierzch, pokażą się światu. Kolega był nie pocieszony lecz i zdziwiony, ponieważ nikt nic nie mówił poprzez tyle ,długich jak lata, dni, a radio jak gdyby nigdy nic grało w idealne, nic nie wskazując na wadę, na uszkodzenie. I jak to w podobnych sytuacjach bywa, zaczęły się domysły, podejrzenia, ba! nawet oskarżenia. ponieważ nikt z aktualnych nie wie kto to zrobił, owszem zepsute było, wiadomo o tym było, lecz skoro nikt nie mówił ponieważ i nikt się nie odzywał, więc po co. A może tak miało być? Może tak było od początku, może tak właśnie miało być? Może takie było założenie istnienia zepsutego radia? Może to właściciel zepsute przyniósł.. nie zaprzecza, wie najlepiej, to odpada. A może się samo zepsuło? Znamy te samosie , w tym państwie wiele takich. lecz nie , nic samo bez powody się nie dzieje!! Wiec jak? Natłok myśli i domysłów, burza mózgów, każdy nagle ma wiele do powiedzenia po szesnastu długich dniach milczenia wobec utajonej skazy radia. Każdy nagle ma sporo koncepcji wobec zaistniałego problemu, rad na wyjaśnienie , wyjście z sytuacji. Rozwiązały się języki, sztuczny tumult , zasłona dymna wobec ogromu milczenia. Rozgadały się jednostki jakby chcąc udowodnić, ze milczenie nie było norma, ze mówić można, iż mówić o problemach i skazach się da, iż nikt nie zbagatelizował problemu! Reakcja normalna, nic nadzwyczajnego, przypadek stara jak ten znany nam świat. W natłoku domniemywań, poszlak i osądów, zacząłem się zastanawiać, czy by nie ja przed Świętami, nastawiając na moja ulubiona stacje radiowa, manewrując przy tym namiętnie antena, niechcący jej nie wyrwałem,, czy ten okres, w którym radio zostało na stole a antena zgodnie podążyła za moja ręka, a więc iż nie była z radiem połączona, czy ten okres nie był momentem urwania tejże nieszczęsnej anteny, czy by to nie ja uczyniłem, nie wiedząc o tym . atmosfera stała się tak gęsta, ze każde podejrzenie zdawało się być prawdziwe, każdy stawał się już nie tylko podejrzanym, lecz i winnym. Nawet ja, nawet sam się oskarżałem , kompletna paranoja, lecz jakże namacalna i prawdziwa! Sam już nie wiedziałem, czy zataiłem zbrodnie i się jej wyparłem, czy moja przewina było jeno tylko milczeniem na ten temat, czy także ja , ja sam , moja osoba, jest sprawcą całego zakłopotania i problemu, który rozgrzał jeszcze zaspane nocną sielanką umysły poczciwych pracowników portierni? nareszcie, jakby ocknąwszy się z koszmaru, właściciel nieszczęsnej rzeczy martwej spytał zwyczajnie: - Czy zwyczajnie nie można się przyznać? Nic nie kosztuje a nerwy nasze oszczędza. A radio jak to radio, jest i się psuje , psuje się to się naprawi… tylko po co te nerwów…? Pomyślałem sobie wtedy, iż jednak jesteśmy niczym ogromni tego świata, słabi i niedoskonali i nic nas nie usprawiedliwia, poza prawdą… . Tak, nie jesteśmy, my pracownicy portierni i parkingu, gorsi od innych, od ogromnych tego świata!