miała tylko dziewięć co to jest
Definicja: Historia oparta na faktach słownik.

Czy przydatne?

Co znaczy Miała tylko dziewięć lat

Słownik: Historia oparta na faktach...
Definicja: Wiesz, co? Opowiem Ci historię. Historię, która wstrząsnęła tę dziewczyną. Przesiąknięta kompletnie nie może pozbierać się z rozsypki. Tak jak lustro się tłucze, tak stłukło się jej życie. Miała dziewięć lat. Była szczęśliwą osobą. Kochała życie, cieszyła się wszystkim, była ciekawa świata. Zadawała wiele pytań, bawiła się chętnie. Jej ulubioną zabawą była chowany. Lubiła ludzi, kochała z nimi rozmawiać, wygłupiać się. Miała wspaniałego ojca, matkę i brata. Dlaczego miała i była? Wszystko się zmieniło z biegiem czasu. Poprzez jedną historię. Chwilkę, jedną, niewinną chwilkę. Tak bardzo chciałaby zapomnieć. Chciałaby wymazać z pamięci ten niemoralny czyn. Nie umie. Nie potrafi być taka jak kiedyś. Chciałaby, lecz zapomniała o uśmiechu, o radości z życia. Teraz tylko nienawidzi, podejrzewa, wini…i płacze.



Pewnego letniego dnia obudziła się jak zazwyczaj w swoim łóżku odkryta z kołdry. W swojej żółtej piżamce w kaczorki. Wstała, poszła do łazienki, przemyła twarz. Spojrzała w lustro, uśmiechnęła się i wybiegła rozbudzić resztę swojej rodziny. Kiedy już ojciec namówiony wstał zrobić śniadanie, Ona biegała po domu szczęśliwa ze obudził się nowy dzień. Weszła do pokoju brata, zrzuciła z Niego kołdrę i krzyczała, iż nie może zmarnować tyle czasu na spanie. On niewyspany, ale spokojny wstał i poszedł w stronę kuchni dogryzając Jej w żartach. Cały dom w pełni wesoły. Najlepsza rodzina. Mama sprząta łóżka, braciszek bawi się z siostrą, ojciec smaży jajecznicę na boczku. Wszystko jest piękne. Pobiegła do psa. Przywitała się jak zazwyczaj całując go w mordkę. Dała mu wody i przybiegła do mieszkania na śniadanie. Przy stole usiedli całą rodziną, życząc sobie smacznego. Nie wiedziała, co wydarzy się nazajutrz. Nie podejrzewała, iż może stać się coś tragicznego. Dlatego nadal szczęśliwa poszła do koleżanki pobawić się. Tak jak to dzieci, biegały po podwórku bawiąc się w ganianego. Wykończone zabawą piły, co jakiś czas sok przygotowany poprzez mamę. Wróciła do domu na obiad. Uśmiechnięta jadła ulubioną potrawę. Ziemniaki z kurczakiem i sosem. W ciepły dzień miała ochotę zrobić wszystko w ciągu minuty. Pobiegła z psem na spacer. Bawiła się z tatą w pokoju. Nawet spała. Nikt nie zdawał sobie sprawy, co się stanie. Nie miał definicje. Brat po śniadaniu wyszedł do swojego kolegi. Bardzo lubiany i przyjazny chłopiec był mile widzianym gościem u Niej w domu. Po powrocie oznajmił, iż Wojtek będzie spał z nim pod namiotem w ogrodzie za domem. Wszyscy się zgodzili. Gdyby tylko…Nie pozwoliliby na to…Gdyby tylko. Nikt nie wiedział. Ona przywitała kolegę i pomogła rozkładać namiot, układać śpiwory i poduszki bratu. Wojtek poszedł z nimi. Nikt nie wiedział czy On już to planował przedtem. Jednak zawsze przebywając u Niej w domu, Wojtek zachowywał się dziwnie. Przytulał Ją, dawał buziaki, a kiedy nie było nikogo w pobliżu nawet Ją dotykał. Ona myślała, iż tak ma być. Nareszcie ojciec także dawał jej buziaki i dotykał ją. Jednak nie tak jak Wojtek. Wieczorem poszła zjeść kolację, wykąpała się, poszła powiedzieć dobranoc wszystkim. W nocy nie mogła spać. Budziła się, przewracała z boku na bok. Może coś przeczuwała? Miała tylko dziewięć lat. Jednak nie mogła zasnąć. W nocy przyszła do Niej mama. Usypiała ją kilka razy, aż nareszcie zamknęła własne oczka. Może śniło Jej się coś dziwnego? Może miała jakiś koszmar? Jednak zasnęła. Kiedy obudziła się kolejnego dnia, była cicha. Czuła coś. Jakaś dziwną moc. Czuła, iż coś się stanie. Była jednak za mała tak aby cokolwiek zrozumieć. Poszła jak zazwyczaj umyć twarz. Ubrała się. Obudziła rodziców. W momencie jedzenia śniadania wszedł Jej brat. Powiedział, iż jak będzie już po śniadaniu, ma zanieść czystą koszulkę Wojtkowi. Posłuszna bratu, poszła. Delikatnie odpięła zamek wejścia do namiotu. Jeden, później drugi. Wojtek spał. Nie chciała go budzić, jednak niechcąco nadepnęła mu na stopę. Obudził się gwałtownie, ale nie był zdenerwowany. Wręcz przeciwnie ucieszył się na Jej widok. Powiedział, tak aby z Nim posiedziała. Zgodziła się. Bardzo lubiła Wojtka. Czuła się dobrze w Jego towarzystwie. Dzisiaj przeczuwała coś, ale zwyczajnie się zgodziła. Wojtek zdjął koszulkę, w której spał, ale nie założył już czystej. Ona zapytała, dlaczego. Milczał. Delikatnie przesunął Ją w kąt namiotu, po czym zapiął zamki Uśmiechnął się do Niej i zaczął Ją dotykać. Ona speszona, ale spokojna odsuwała Jego dłonie, ale On był silniejszy. Miała tylko dziewięć lat. On miał siedemnaście. Powiedziała, iż nie chce, ale Wojtek nie słyszał. Nie chciał usłyszeć. Zaczął się do Niej zbliżać. własne usta do Jej usteczek. Delikatnie złapał za sukienkę. Chciał ją zdjąć z małej niewinnej dziewczynki. Ona próbowała się odsuwać, lecz On na to nie pozwalał. Złapał Ją mocniej za rękę i zdjął sukienkę. Ona była dzieckiem, On tego nie widział. Zaczął zsuwać własne spodnie, a Ona pytała, co robi. Odpowiedział. Powiedział, iż będzie Jej się podobać. Ona chciała wyjść. Nie pozwolił Jej. Lekko położył ją na śpiwór i delikatnie dotykał na początku jej brzucha, później spojenia łonowego, a na końcu Jej intymności. Ściągnął Jej majteczki. Małe, drobne, w kolorze niebieskim z wzorkiem Kubusia Puchatka. Ona przestraszona uroniła pierwszą łzę. Wojtek zaczął się śmiać i dotknął ponownie Jej czułego miejsca. Delikatnie się uśmiechnęła, aczkolwiek walczyła z uśmiechem. Nie chciała, lecz to było silniejsze od Niej. Chciała krzyczeć, lecz On o tym wiedział, więc włożył jej do ust chusteczkę do nosa. Nic nie było słychać. Wiedziała, iż może jeszcze coś wywalczy. Zaczęła się szarpać, kopać, lecz był silniejszy. Złapał, przycisnął Ją i nie mogła zrobić nic. Szybko zdjął własne majtki, po czym wyłonił swojego dużego, czerwonego członka. Ona przerażona zamknęła oczy i płakała. Wyrywała się, lecz nie mogła nic zrobić. Powiedział tylko, iż ma się uspokoić. Każdy to przechodzi, każdemu się podoba. Tyle Jej powiedział. Z uśmiechem na twarzy powiedział także, iż będzie dobrze. I wtedy to zrobił.

Nikt nie przyszedł do namiotu. Nikt. Ani brat, ani rodzice. Nawet pies leżał w swojej budzie. Każdy tak bardzo Ją kochał, a jednak nikt nie przyszedł. Być może dlatego, iż trwało to 10 min., ale dla Niej była to wieczność. Zgwałcił Ją. Miała tylko dziewięć lat. On miał siedemnaście. Przyjaciel brata i rodziny. Spokojny, miły chłopak. Po tym wszystkim powiedział Jej, iż nie ma mówić nikomu, ponieważ zrobi to znów, kiedy ktoś się o tym dowie. Powiedział, iż zabije, zabije, kiedy będzie robić coś, tak aby ktoś się dowiedział. Uśmiechnął się ironicznie. Zapytał czy było fajnie. Ona płakała. Płakała zakrwawiona. Płakała z bólu fizycznego, lecz i psychicznego. Nie wiedziała, co robił. Wiedziała tylko, iż robi Jej krzywdę. Kazał Jej się ubrać. Zrobiła to. Chusteczką wytarł krew, powiedział, iż jeżeli ktoś będzie pytać, co się stało, to ma odpowiedzieć, iż uderzyła się w nos. Ona kiwnęła głową zszokowana. Przy wyjściu zatrzymał Ją i rzekł: „Już na zawsze będziesz moja. Na zawsze.” Zaczął się śmiać a Ona płakała. Po tym wszystkim poszli do domu na śniadanie. On jadł, Ona patrzyła na Niego. Nie jadła, nie piła. W domu panowała wesoła atmosfera. Wszyscy się śmiali, pili i jedli, Ona nie. Nie wiedziała. Nie rozumiała, dlaczego? Nie mogła pojąć. Była w szoku. Rodzice tak łatwo uwierzyli, przy wejściu do domu, kiedy powiedział, iż uderzyła się w nos. Ona nie mówiła nic. Cały dzień była u siebie w pokoju. Nie wychodziła już na podwórko pobawić się z koleżanką. Nie wychodziła nigdzie. Nie bawiła się z ojciec, albo z bratem. Nie bawiła się z nikim. Leżała na łóżku i płakała. I od tamtej historii tak, co dzień. Wojtek przychodził, lecz już nigdy nie zrobili nic. Nie rozmawiali, nie bawili się. Nikt nic nie wyczuł, nie dowiedział się. Wiedział tylko On i Ona.


Od tamtego czasu minęło osiem lat. Teraz Ona ma już siedemnaście. Uśmiecha się, ma swoich znajomych. Chodzi do szkoły. Uczy się. Ma plany na życie. Spotkała własną miłość. Spotkała chłopaka, który Ją pokochał. On niepozorny chłopak, który wydawał się prostakiem. Okazał się innym. Dobry, który zawsze o Nią dbał. Zawsze jej ufał. Zawsze Kochał. Nigdy nie zostawił w potrzebie. Zawsze podawał rękę. Powiedziała mu. Tak bardzo mu ufała. Powiedziała o wszystkim. Cierpiał z Nią. Przeżywał wszystko. Pomagał Jej zwalczać ból. A Ona dziękowała. I dawała miłość, uczucia, wiarę, nadzieję. Podawał? Był? Kochał? I robiłby to do końca życia, jednak nigdy już nie powie Jej, iż kocha, nie spojrzy w Jej oczy, nie złapie za ręce. Nie zrobi tego. Kiedy miała szesnaście lat okazało się, iż ma niewyleczalną chorobę. Okazało się, iż ma stwardnienie rozsiane. Szybko postępowała. Za szybko. Z dziewczynki, która była szczęśliwą osobą stała się ponurą dziewczyną, która straciła wiarę w siebie. A mimo wszystko żyła do ostatniego tchu z uśmiechem. A on poprzysiągł zemstę. I zrobi to. Jak wytrzyma. Ona odeszła a On kochał. I cierpi. Jednak chce kochać Ją do końca życia. I będzie.

Ta historia wydarzyła się Jej. I uwierzcie w to. Miała tylko 9 lat, kiedy straciła wszystko. Miała siedemnaście, kiedy odeszła na zawsze. Niewinnie. Niepotrzebni- Wiesz, co? Opowiem Ci historię. Historię, która wstrząsnęła tę dziewczyną. Przesiąknięta kompletnie nie może pozbierać się z rozsypki. Tak jak lustro się tłucze, tak stłukło się jej życie. Miała dziewięć lat. Była szczęśliwą osobą. Kochała życie, cieszyła się wszystkim, była ciekawa świata. Zadawała wiele pytań, bawiła się chętnie. Jej ulubioną zabawą była chowany. Lubiła ludzi, kochała z nimi rozmawiać, wygłupiać się. Miała wspaniałego ojca, matkę i brata. Dlaczego miała i była? Wszystko się zmieniło z biegiem czasu. poprzez jedną historię. Chwilkę, jedną, niewinną chwilkę. Tak bardzo chciałaby zapomnieć. Chciałaby wymazać z pamięci ten niemoralny czyn. Nie umie. Nie potrafi być taka jak kiedyś. Chciałaby, lecz zapomniała o uśmiechu, o radości z życia. Teraz tylko nienawidzi, podejrzewa, wini…i płacze.



Pewnego letniego dnia obudziła się jak zazwyczaj w swoim łóżku odkryta z kołdry. W swojej żółtej piżamce w kaczorki. Wstała, poszła do łazienki, przemyła twarz. Spojrzała w lustro, uśmiechnęła się i wybiegła rozbudzić resztę swojej rodziny. Kiedy już ojciec namówiony wstał zrobić śniadanie, Ona biegała po domu szczęśliwa ze obudził się nowy dzień. Weszła do pokoju brata, zrzuciła z Niego kołdrę i krzyczała, iż nie może zmarnować tyle czasu na spanie. On niewyspany, ale spokojny wstał i poszedł w stronę kuchni dogryzając Jej w żartach. Cały dom w pełni wesoły. Najlepsza rodzina. Mama sprząta łóżka, braciszek bawi się z siostrą, ojciec smaży jajecznicę na boczku. Wszystko jest piękne. Pobiegła do psa. Przywitała się jak zazwyczaj całując go w mordkę. Dała mu wody i przybiegła do mieszkania na śniadanie. Przy stole usiedli całą rodziną, życząc sobie smacznego. Nie wiedziała, co wydarzy się nazajutrz. Nie podejrzewała, iż może stać się coś tragicznego. Dlatego nadal szczęśliwa poszła do koleżanki pobawić się. Tak jak to dzieci, biegały po podwórku bawiąc się w ganianego. Wykończone zabawą piły, co jakiś czas sok przygotowany poprzez mamę. Wróciła do domu na obiad. Uśmiechnięta jadła ulubioną potrawę. Ziemniaki z kurczakiem i sosem. W ciepły dzień miała ochotę zrobić wszystko w ciągu minuty. Pobiegła z psem na spacer. Bawiła się z tatą w pokoju. Nawet spała. Nikt nie zdawał sobie sprawy, co się stanie. Nie miał definicje. Brat po śniadaniu wyszedł do swojego kolegi. Bardzo lubiany i przyjazny chłopiec był mile widzianym gościem u Niej w domu. Po powrocie oznajmił, iż Wojtek będzie spał z nim pod namiotem w ogrodzie za domem. Wszyscy się zgodzili. Gdyby tylko…Nie pozwoliliby na to…Gdyby tylko. Nikt nie wiedział. Ona przywitała kolegę i pomogła rozkładać namiot, układać śpiwory i poduszki bratu. Wojtek poszedł z nimi. Nikt nie wiedział czy On już to planował przedtem. Jednak zawsze przebywając u Niej w domu, Wojtek zachowywał się dziwnie. Przytulał Ją, dawał buziaki, a kiedy nie było nikogo w pobliżu nawet Ją dotykał. Ona myślała, iż tak ma być. nareszcie ojciec także dawał jej buziaki i dotykał ją. Jednak nie tak jak Wojtek. Wieczorem poszła zjeść kolację, wykąpała się, poszła powiedzieć dobranoc wszystkim. W nocy nie mogła spać. Budziła się, przewracała z boku na bok. Może coś przeczuwała? Miała tylko dziewięć lat. Jednak nie mogła zasnąć. W nocy przyszła do Niej mama. Usypiała ją kilka razy, aż nareszcie zamknęła własne oczka. Może śniło Jej się coś dziwnego? Może miała jakiś koszmar? Jednak zasnęła. Kiedy obudziła się kolejnego dnia, była cicha. Czuła coś. Jakaś dziwną moc. Czuła, iż coś się stanie. Była jednak za mała tak aby cokolwiek zrozumieć. Poszła jak zazwyczaj umyć twarz. Ubrała się. Obudziła rodziców. W momencie jedzenia śniadania wszedł Jej brat. Powiedział, iż jak będzie już po śniadaniu, ma zanieść czystą koszulkę Wojtkowi. Posłuszna bratu, poszła. Delikatnie odpięła zamek wejścia do namiotu. Jeden, później drugi. Wojtek spał. Nie chciała go budzić, jednak niechcąco nadepnęła mu na stopę. Obudził się gwałtownie, ale nie był zdenerwowany. Wręcz przeciwnie ucieszył się na Jej widok. Powiedział, tak aby z Nim posiedziała. Zgodziła się. Bardzo lubiła Wojtka. Czuła się dobrze w Jego towarzystwie. Dzisiaj przeczuwała coś, ale zwyczajnie się zgodziła. Wojtek zdjął koszulkę, w której spał, ale nie założył już czystej. Ona zapytała, dlaczego. Milczał. Delikatnie przesunął Ją w kąt namiotu, po czym zapiął zamki Uśmiechnął się do Niej i zaczął Ją dotykać. Ona speszona, ale spokojna odsuwała Jego dłonie, ale On był silniejszy. Miała tylko dziewięć lat. On miał siedemnaście. Powiedziała, iż nie chce, ale Wojtek nie słyszał. Nie chciał usłyszeć. Zaczął się do Niej zbliżać. własne usta do Jej usteczek. Delikatnie złapał za sukienkę. Chciał ją zdjąć z małej niewinnej dziewczynki. Ona próbowała się odsuwać, lecz On na to nie pozwalał. Złapał Ją mocniej za rękę i zdjął sukienkę. Ona była dzieckiem, On tego nie widział. Zaczął zsuwać własne spodnie, a Ona pytała, co robi. Odpowiedział. Powiedział, iż będzie Jej się podobać. Ona chciała wyjść. Nie pozwolił Jej. Lekko położył ją na śpiwór i delikatnie dotykał na początku jej brzucha, później spojenia łonowego, a na końcu Jej intymności. Ściągnął Jej majteczki. Małe, drobne, w kolorze niebieskim z wzorkiem Kubusia Puchatka. Ona przestraszona uroniła pierwszą łzę. Wojtek zaczął się śmiać i dotknął ponownie Jej czułego miejsca. Delikatnie się uśmiechnęła, aczkolwiek walczyła z uśmiechem. Nie chciała, lecz to było silniejsze od Niej. Chciała krzyczeć, lecz On o tym wiedział, więc włożył jej do ust chusteczkę do nosa. Nic nie było słychać. Wiedziała, iż może jeszcze coś wywalczy. Zaczęła się szarpać, kopać, lecz był silniejszy. Złapał, przycisnął Ją i nie mogła zrobić nic. Szybko zdjął własne majtki, po czym wyłonił swojego dużego, czerwonego członka. Ona przerażona zamknęła oczy i płakała. Wyrywała się, lecz nie mogła nic zrobić. Powiedział tylko, iż ma się uspokoić. Każdy to przechodzi, każdemu się podoba. Tyle Jej powiedział. Z uśmiechem na twarzy powiedział także, iż będzie dobrze. I wtedy to zrobił.

Nikt nie przyszedł do namiotu. Nikt. Ani brat, ani rodzice. Nawet pies leżał w swojej budzie. Każdy tak bardzo Ją kochał, a jednak nikt nie przyszedł. Być może dlatego, iż trwało to 10 min., ale dla Niej była to wieczność. Zgwałcił Ją. Miała tylko dziewięć lat. On miał siedemnaście. Przyjaciel brata i rodziny. Spokojny, miły chłopak. Po tym wszystkim powiedział Jej, iż nie ma mówić nikomu, ponieważ zrobi to znów, kiedy ktoś się o tym dowie. Powiedział, iż zabije, zabije, kiedy będzie robić coś, tak aby ktoś się dowiedział. Uśmiechnął się ironicznie. Zapytał czy było fajnie. Ona płakała. Płakała zakrwawiona. Płakała z bólu fizycznego, lecz i psychicznego. Nie wiedziała, co robił. Wiedziała tylko, iż robi Jej krzywdę. Kazał Jej się ubrać. Zrobiła to. Chusteczką wytarł krew, powiedział, iż jeżeli ktoś będzie pytać, co się stało, to ma odpowiedzieć, iż uderzyła się w nos. Ona kiwnęła głową zszokowana. Przy wyjściu zatrzymał Ją i rzekł: „Już na zawsze będziesz moja. Na zawsze.” Zaczął się śmiać a Ona płakała. Po tym wszystkim poszli do domu na śniadanie. On jadł, Ona patrzyła na Niego. Nie jadła, nie piła. W domu panowała wesoła atmosfera. Wszyscy się śmiali, pili i jedli, Ona nie. Nie wiedziała. Nie rozumiała, dlaczego? Nie mogła pojąć. Była w szoku. Rodzice tak łatwo uwierzyli, przy wejściu do domu, kiedy powiedział, iż uderzyła się w nos. Ona nie mówiła nic. Cały dzień była u siebie w pokoju. Nie wychodziła już na podwórko pobawić się z koleżanką. Nie wychodziła nigdzie. Nie bawiła się z ojciec, albo z bratem. Nie bawiła się z nikim. Leżała na łóżku i płakała. I od tamtej historii tak, co dzień. Wojtek przychodził, lecz już nigdy nie zrobili nic. Nie rozmawiali, nie bawili się. Nikt nic nie wyczuł, nie dowiedział się. Wiedział tylko On i Ona.


Od tamtego czasu minęło osiem lat. Teraz Ona ma już siedemnaście. Uśmiecha się, ma swoich znajomych. Chodzi do szkoły. Uczy się. Ma plany na życie. Spotkała własną miłość. Spotkała chłopaka, który Ją pokochał. On niepozorny chłopak, który wydawał się prostakiem. Okazał się innym. Dobry, który zawsze o Nią dbał. Zawsze jej ufał. Zawsze Kochał. Nigdy nie zostawił w potrzebie. Zawsze podawał rękę. Powiedziała mu. Tak bardzo mu ufała. Powiedziała o wszystkim. Cierpiał z Nią. Przeżywał wszystko. Pomagał Jej zwalczać ból. A Ona dziękowała. I dawała miłość, uczucia, wiarę, nadzieję. Podawał? Był? Kochał? I robiłby to do końca życia, jednak nigdy już nie powie Jej, iż kocha, nie spojrzy w Jej oczy, nie złapie za ręce. Nie zrobi tego. Kiedy miała szesnaście lat okazało się, iż ma niewyleczalną chorobę. Okazało się, iż ma stwardnienie rozsiane. Szybko postępowała. Za szybko. Z dziewczynki, która była szczęśliwą osobą stała się ponurą dziewczyną, która straciła wiarę w siebie. A mimo wszystko żyła do ostatniego tchu z uśmiechem. A on poprzysiągł zemstę. I zrobi to. Jak wytrzyma. Ona odeszła a On kochał. I cierpi. Jednak chce kochać Ją do końca życia. I będzie.

Ta historia wydarzyła się Jej. I uwierzcie w to. Miała tylko 9 lat, kiedy straciła wszystko. Miała siedemnaście, kiedy odeszła na zawsze. Niewinnie. Niepotrzebnie.