Księżyc nad polami
samotnie drąży niebo
wyschnięty
obolały
Te dwa skupiska linii
blask mu zabrały
idąc warkoczowymi ścieżkami
na krańce szepczącej nocy
W zacisznych zatokach
traw wzruszonych
ze ściśniętymi dłońmi
przejrzyste obietnice składają
Wiatr z mgłą na ramieniu
niesie zapach świtu
kłosy zgięte pod nimi
chichoczą nieśmiało
To trochę jakby nie sen
może modlitwa księżyca
grające cienie
oddech mu zabierają
I tak słupek po słupku
gwiazdy za horyzont go wciągają
by nie trącić smutkiem dusz
oddać smak dnia
samotnie drąży niebo
wyschnięty
obolały
Te dwa skupiska linii
blask mu zabrały
idąc warkoczowymi ścieżkami
na krańce szepczącej nocy
W zacisznych zatokach
traw wzruszonych
ze ściśniętymi dłońmi
przejrzyste obietnice składają
Wiatr z mgłą na ramieniu
niesie zapach świtu
kłosy zgięte pod nimi
chichoczą nieśmiało
To trochę jakby nie sen
może modlitwa księżyca
grające cienie
oddech mu zabierają
I tak słupek po słupku
gwiazdy za horyzont go wciągają
by nie trącić smutkiem dusz
oddać smak dnia
Data powstania utworu: -
Autor: nieznany
Autor: nieznany
Inne utwory:
- Każde słowo napisane przeze mnie bolało... czułam się tak jakbym
- Boże... Powiedz mi, którędy mam iść, by nie zboczyć z krętej życia
- Moje myśli wiernie żeglują na wietrze poszukując wciąż Ciebie
- Patrzę w niebo, Widzisz je? Ta chmura to królik, A ta to pies
- Pomagasz w trudnych chwilach Rozśmieszyć umiesz też Ja nie chcę nic
- Każdy ją ma czy jest mały czy dwa metry juz ma często ja ukrywamy
