Dotyk twojej dłoni. Słonej skóry drżenia.
Smutna wiatru pieśń przysiadła na oknie.
Ostatni wieczór sierpnia kona cicho w cieniach
i we mnie coś kona bezdomnie, samotnie.

Milczysz. Tak nagle dzisiaj poszarzało niebo
nie mogąc się pogodzić z czyjąś życia stratą.
Już noc się podnosi - ciężkie, czarne wieko.
Zobacz, nastał wrzesień. W nas umarło lato.